Kiedy byłam młodsza, moja mama mówiła: „jak Marylka kiedyś zejdzie ze sceny, skończy się polska muzyka”. Śmiałam się. Dzisiaj tańczę do „Małgośki” na warszawskiej Paradzie Równości, jeżdżę na łąkowe koncerty pod Warszawę, a o północy w Sylwestra śpiewam „Niech żyje bal” z całym Klubem Komediowym. Wiem, że spośród moich rówieśników (gen Z/zillenials) moja sympatia do Maryli Rodowicz jest… ponadprzeciętna, dlatego cieszy mnie entuzjazm młodych na zwrot ikony w ich stronę.

Kiedy powstawały ponadczasowe hity jak „Rozmowa przez ocean”, „Remedium” czy „Kolorowe jarmarki”, „zetek” nie było jeszcze na świecie. Mimo to, po ponad 60 latach na scenie, nazwisko Rodowicz jest dla nich nie tyle dobrze rozpoznawalne, co legendarne. W poniższym artykule staram się wyjaśnić fenomen Maryli (a właściwie Marii) Rodowicz w oczach obecnych dwudziesto- i trzydziestolatków.
6 dekad na scenie
Kariera Maryli Rodowicz trwa już ponad 60 lat i niewątpliwie należy do najdłuższych oraz najbardziej rozpoznawalnych w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Artystka zaczęła zdobywać popularność pod koniec lat 60., a prawdziwy przełom przyniósł jej występ na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, który od lat był jednym z najważniejszych wydarzeń dla polskich wokalistów. To właśnie tam ugruntowała swoją pozycję jako jednej z najważniejszych postaci sceny estradowej.
Z biegiem lat Maryla Rodowicz stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon polskiej kultury popularnej. Jej piosenki funkcjonują dziś jako element zbiorowej pamięci – są obecne na festiwalach, koncertach telewizyjnych i rodzinnych imprezach. To właśnie ta wieloletnia obecność w kulturze sprawia, że dla wielu odbiorców, także młodszych, nazwisko Maryli Rodowicz pozostaje synonimem polskiej estrady.
Królowa memów
No dobrze, miejmy to już za sobą. Jeśli nie jesteście w Internecie od wczoraj, dobrze znacie sylwestrowe memy z Marylą Rodowicz. Jeśli jednak tak jest – pozwólcie, że oprowadzę Was po tym uniwersum. „Rozmrażanie Maryli” to coroczny, grudniowy żart robiący dziesiąte (piętnaste, dwudzieste…) okrążenie po sieci. Jej obecność na telewizyjnych imprezach sylwestrowych wżarła się w naszą świadomość tak mocno, że nie wyobrażamy sobie ostatniego dnia roku bez Maryli Rodowicz, tak jak nie wyobrażamy sobie świąt bez Kevina. Stąd w Internecie zaczął krążyć mem, według którego artystka jest „wieczna” albo że występuje „na każdym sylwestrze od czterdziestu lat”. Maryla wystąpiła nawet w reklamie sieci sklepów Żabka, w której przez przypadek zostaje rozmrożona za wcześnie.
Co ciekawe, ten memiczny wizerunek, z którego Maryla sama śmieje się w wywiadach, nie zawsze działa na jej niekorzyść. W wielu przypadkach ironiczne zainteresowanie prowadzi bowiem do ponownego odkrywania jej twórczości. Dla części młodych odbiorców piosenki Rodowicz stają się swoistą „retro-playlistą” polskiej popkultury – zestawem utworów, które znają z rodzinnych wspomnień, telewizji lub internetu i które z czasem zaczynają funkcjonować w ich własnych muzycznych wyborach.
Nostalgia z drugiej ręki
Wątpię, żeby obecni dwudziestolatkowie wiedzieli, czym jest „feta proletariatu”. Klimat PRL-owskiej i post-PRL-owskiej kultury, który wybrzmiewa w utworach takich jak „Ale to już było” czy „Polska Madonna” znamy tylko z opowieści snutych przy szarlotce z dziadkami i rodzicami. Dla wielu młodych słuchaczy kontakt z tym repertuarem odbywa się głównie poprzez rodzinne doświadczenie – retransmisje koncertów czy wspólne śpiewanie „ech, głupia ty, głupia ty” przy majówkowym grillu. W ten sposób twórczość Rodowicz staje się elementem międzypokoleniowej pamięci – czymś, co funkcjonuje w tle codzienności, zanim jeszcze zostanie świadomie odkryte przez młodszych odbiorców. Estetyka epoki, o której śpiewa artystka to więc dla nich kulturalne archiwum, wobec którego coraz częściej odczuwają tęsknotę.
Istotną rolę odgrywają także media społecznościowe. W internecie regularnie pojawiają się archiwalne nagrania koncertów, fragmenty telewizyjnych występów czy zdjęcia charakterystycznych kostiumów scenicznych artystki. Dla pokolenia Z są one często nie tylko materiałem muzycznym, lecz także wizualnym zapisem innej epoki – estetycznym artefaktem dawnych czasów. Dzięki temu Maryla Rodowicz funkcjonuje nie tylko jako wykonawczyni popularnych piosenek, ale również jako symbol pewnego stylu i atmosfery polskiej popkultury sprzed kilku dekad. Atmosfery, której „zetkom” nie dane było zaznać.
„Powrót” jako strategia międzypokoleniowa
Cudzysłów jest tutaj umyślny – Maryla Rodowicz, pomimo tego, że ostatnią solową płytę wypuściła w 2017 roku („Ach świecie…”), nigdy nie zeszła ze sceny. Jej utwory wciąż wybrzmiewają w salach koncertowych i amfiteatrach całej Polski, a także na największych wydarzeniach muzycznych kraju. W tym sensie „powrót” oznacza raczej zmianę sposobu funkcjonowania w popkulturze niż faktyczny powrót po dłuższej nieobecności.
Jednym z elementów tej strategii stały się współprace z przedstawicielami młodszego pokolenia artystów. Maryla nagrała nowe wersje swoich najbardziej znanych utworów w duetach (które zebrała w najnowszej płycie „Niech żyje bal”), dzięki czemu klasyczne przeboje trafiły do odbiorców, którzy wcześniej mogli ich nie kojarzyć. Artystka stoi więc ramię w ramię z wykonawcami takimi jak Roxie Węgiel, Dawid Kwiatkowski, Mrozu czy Tribbs, którzy reprezentują zupełnie inne pokolenie i estetykę muzyczną. Zaskakującym muzycznym połączeniem stał się utwór „To tylko wiosna”, wykonywany z raperem Matą, wokół którego artyści zorganizowali wyborczą akcję profrekwencyjną. W sieci pojawiły się setki nagrań i zdjęć zrobionych podczas spełniania obywatelskiego obowiązku 1 czerwca 2025 roku, a autor najlepszej publikacji miał szansę zjeść chłodnik z Marylą i Matą w kultowym warszawskim Barze Ząbkowskim.
Aktywność Maryli Rodowicz z ostatnich lat bywa więc interpretowana jako próba budowania mostu między pokoleniami słuchaczy. Choć artystka nigdy nie zniknęła ze sceny, jej obecność w mediach w ostatnim czasie zyskała nowy wymiar – bardziej dostosowany do współczesnego krajobrazu popkultury. Nowe trasy koncertowe, udział w dużych wydarzeniach telewizyjnych czy współpraca z młodszymi artystami sprawiają, że jej twórczość trafia nie tylko do wieloletnich fanów, ale także do młodszej publiczności.
Dzięki temu artystka funkcjonuje dziś w kilku równoległych rolach. Dla starszych odbiorców pozostaje legendą polskiej estrady, dla części młodszych – bohaterką internetowych memów, a w szerszym sensie także trwałym symbolem polskiej popkultury. To właśnie ta zdolność do jednoczesnego funkcjonowania w różnych kontekstach sprawia, że Maryla Rodowicz wciąż pozostaje obecna w zbiorowej wyobraźni kolejnych pokoleń słuchaczy.
