HISTORIA SUPER BOWL HALFTIME SHOWS (2016-2025) | Szkoła biznesu Laba
SKVOT MAG

HISTORIA SUPER BOWL HALFTIME SHOWS (2016-2025)

Przypominamy najbardziej ikoniczne występy ostatniej dekady. Czy można opowiedzieć historię amerykańskiej muzyki poprzez występy w ten najważniejszy dla Amerykanów wieczór sportowy?

HISTORIA SUPER BOWL HALFTIME SHOWS (2016-2025)
card-photo

BASIA GRUBA

Redaktorka SKVOT MAG
6 lutego, 2026 Muzyka Artykuły

Już w nocy z 8 na 9 lutego (czasu polskiego) odbędzie się zwieńczenie amerykańskich rozgrywek futbolowych – finał pomiędzy New England Patriots a Seattle Seahawks. Ale sportowe przewidywania zostawimy specjalistom. My natomiast zajmiemy się tą częścią tego wieczoru, która zdecydowanie bardziej nas interesuje – Super Bowl Halftime Show. To ten jeden moment, gdzie przerwa, jest równie ważna jak samo wydarzenie. Nie tylko ze względu na puszczane podczas niej reklamy, które kosztują miliony, ale i przynoszą milionowe zyski, ale przede wszystkim ze względu na miesiącami wyczekiwany występ muzyczny. 

W latach 60. na Super Bowl Halftime Shows występowały jedynie orkiestry marszowe z college’ów, ale to w latach 90. nastąpił przełom i pojawiły się występy wielkich gwiazd jakie oglądamy dzisiaj, za sprawą występów m.in. Glorii Estefan (1992), Michaela Jacksona (1993), Patti LaBelle (1995) i Diane Ross (1996).

W 2026 roku podczas Super Bowl Haltime Show wystąpi Bad Bunny, portorykański raper, piosenkarz i producent, popularyzujący hiszpańskojęzyczną muzykę na całym świecie, wybór wyjątkowo ważny w kontekście obecnej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych.

W poniższym artykule przyglądamy się ostatniej dekadzie występów w przerwie Super Bowl i stawiamy pytanie, czy definiują one amerykańską muzykę oraz nastroje społeczne ostatnich lat.

2016 – Coldplay (Beyoncé, Bruno Mars, Mark Ronson, Gustavo Dudamel oraz University of California Marching Band i Youth Orchestra Los Angeles)

Występ Coldplay był rzadkim przykładem muzycznej pokory na największej scenie popkultury: jako oficjalni headlinerzy zaczęli od „Yellow”, „Viva La Vida” i „Paradise”, budując kolorowy, emocjonalny klimat, po czym świadomie oddali środek ciężkości Beyoncé i Bruno Marsowi: jej „Formation” niosło wyraźny polityczny i tożsamościowy komentarz, jego „Uptown Funk” eksplodowało czystą, funkową energią, a Coldplay zamiast konkurować, spoiło wszystko wspólnym „Fix You”, śpiewanym niemal z boku sceny; to nie był show oparty na fajerwerkach czy dominacji, tylko na kuratorstwie, dialogu i geście, który pokazał, że rockowy zespół w erze popowego spektaklu może wygrać właśnie rezygnacją z ego.

2017 – Lady Gaga

Występ Lady Gagi był popowym teatrem w najczystszej, bezwstydnie profesjonalnej formie. Zaczęła odśpiewaniem fragmentu „God Bless America” i „This Land Is Your Land” na dachu stadionu, po czym dosłownie rzuciła się w przestrzeń, skacząc na linach w dół – gest efektowny, ale też symboliczny: pełne wejście w rolę performerki. Setlista była gęsta i bezpieczna zarazem: „Poker Face”, „Born This Way”, „Telephone”, „Just Dance”, „Million Reasons”, bez gości, bez oddechu, za to z precyzją godną musicalu na Broadwayu. Gaga śpiewała na żywo, tańczyła bez przerwy i zmieniała kostiumy w biegu. To było perfekcyjnie wyreżyserowane show: energetyczne i oparte na jej największych hitach. Dla wielu to właśnie dlatego jeden z najlepszych halftime shows w historii, bo Gaga pokazała, że pop może być jednocześnie masowy, technicznie bezbłędny i absolutnie serio traktujący scenę.

2018 – Justin Timberlake (The Tennessee Kids i University of Minnesota Marching Band)

Występ Justina Timberlake’a na Super Bowl Halftime Show w 2018 roku był próbą powrotu do popowego showmanstwa w klasycznym, „amerykańskim” wydaniu, z wyraźnym ukłonem w stronę Prince’a i funku spod znaku Minneapolis. Timberlake postawił na przekrój swojej kariery, od „SexyBack” i „Rock Your Body” po nowsze „Filthy”, dużo ruchu, kontakt z publicznością i granie zespołowe, z akcentem na groove zamiast wielkich efektów wizualnych. Najwięcej emocji wzbudził jednak hołd dla Prince’a, choć zagrany ostrożnie i bez fajerwerków, przez co cały występ zapadł w pamięć bardziej jako poprawny i bezpieczny niż naprawdę ikoniczny.

2019 – Maroon 5 (Travis Scott, Big Boi i Georgia State University Marching Band)

Występ Maroon 5 był jednym z tych momentów, które pokazują, jak trudno udźwignąć tę scenę bez wyraźnego pomysłu na narrację. Zespół zagrał swoje największe hity: „Harder to Breathe”, „This Love”, „She Will Be Loved”, „Girls Like You”, wszystko wyszło poprawnie, gładko, radiowo, ale bez napięcia i bez ryzyka. Adam Levine, zdejmując koszulkę, stał się mimowolnym symbolem całego show: skupionego bardziej na wizerunku niż na emocji czy idei. Gościnne wejścia Travisa Scotta i Big Boi’a nie skleiły całości, tylko podkreśliły brak spójności. To był halftime show, który nie był katastrofą, był po prostu nijaki, co w przypadku Super Bowl Halftime Show jest największą obelgą.

2020 – Shakira i Jennifer Lopez (Bad Bunny, J Balvin i Emme Muñiz)

Występ Shakiry i Jennifer Lopez był jednym z najbardziej energetycznych i kulturowo świadomych show ostatnich lat, pulsującą mieszanką latynoskich rytmów, popu i hip-hopu, bez prób wygładzenia ich tożsamości pod „mainstream”. Shakira wniosła żywiołowość, muzyczną wszechstronność i niemal rockową dzikość („Hips Don’t Lie”, „Whenever, Wherever”), J.Lo dołożyła precyzję, siłę i kontrolę („Jenny from the Block”, „On the Floor”), a całość spinała fizyczność i taniec traktowane jak pełnoprawny język sceniczny. To nie był tylko popowy medley hitów, ale świadome pokazanie latynoskiej kultury w samym centrum amerykańskiego spektaklu: głośno, dumnie i bez przepraszania. Właśnie dlatego ten halftime show działał: miał energię, sens i wyraźny punkt widzenia.

2021 – The Weeknd

Występ The Weeknd był jednym z najbardziej autorskich i konsekwentnych wizualnie show w historii tego formatu: mroczny, klaustrofobiczny i celowo niekomfortowy. Zamiast grać „pod stadion”, wokalista Abel Tesfaye przeniósł na scenę swój świat z ery After Hours: czerwone marynarki, bandaże, neonowe miasto i estetykę nocnej paranoi, kulminującą w dezorientującym wejściu do lustrzanego labiryntu przy „Can’t Feel My Face”. Muzycznie było dużo hitów („Starboy”, „The Hills”, „Blinding Lights”), ale prawdziwą siłą występu była spójność: brak gości, brak uśmiechu, brak flirtu z publicznością. Ten halftime show krótki film: zamknięta wizja artysty, która bardziej hipnotyzowała niż zabawiała, i właśnie dlatego zapadła w pamięć.

2022 – Dr. Dre, Snoop Dogg, Eminem, Mary J. Blige i Kendrick Lamar (50 Cent i Anderson .Paak)

Występ z 2022 roku był spełnieniem hiphopowego snu o wejściu do mainstreamu na własnych zasadach, bez wygładzania krawędzi. Dr. Dre, Snoop Dogg, Eminem, Mary J. Blige i Kendrick Lamar zamienili Halftime Show w hołd dla Zachodniego Wybrzeża i historii rapu: minimalistyczna, „betonowa” scenografia przypominała blokowisko i studio jednocześnie, a set opierał się na kanonie: „The Next Episode”, „California Love”, „Lose Yourself”, „HUMBLE.”, „Family Affair”. Każdy artysta dostał swój moment, bez pośpiechu i bez chaosu, a całość była zaskakująco zdyscyplinowana jak na lineup tej skali. To nie był popowy medley ani nostalgia dla samej nostalgii, tylko pokaz, że hip-hop, jeszcze niedawno traktowany jako kontrkultura, potrafi wypełnić największą scenę świata bez kompromisów.

2023 – Rihanna

Występ Rihanny był demonstracją chłodnej, niezachwianej pewności siebie i siły muzyki, a nie popowego fajerwerku. Zawieszona wysoko nad stadionem, niemal nieruchoma, Rihanna oparła cały show na swoich hitach: od „Bitch Better Have My Money” i „Umbrella” po „Diamonds”, pokazując, że jej muzyka może sama udźwignąć ciężar, bez gości i bez nadmiaru inscenizacji. Minimalistyczna choreografia, surowa estetyka i świadome tempo sprawiły, że występ działał jak manifest kontroli i dystansu, a ogłoszenie ciąży w trakcie show tylko wzmocniło przekaz: to była Rihanna w wersji totalnej: obecna, niewzruszona i absolutnie na swoich warunkach.

2024 – Usher (Alicia Keys, Jermaine Dupri, H.E.R., will.i.am, Lil Jon, Ludacris i Sonic Boom of the South)

Występ Ushera na Super Bowl Halftime Show w 2024 roku był czystą celebracją R&B i popowego showmanstwa w wersji „Vegas, but make it tight”. Usher zbudował set jak przekrój własnej legendy: „Caught Up”, „Yeah!”, „U Got It Bad”, „OMG”, płynnie przechodząc między śpiewem, tańcem i rolą gospodarza sceny, który dokładnie wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy dać numerom oddychać. Goście nie rozbijali całości, tylko wzmacniali jej koncertowy charakter, a moment jazdy na wrotkach był bardziej mrugnięciem oka niż tanim trikiem. To nie był show, który próbował redefiniować Super Bowl, raczej przypomnienie, że rzemiosło, groove i sceniczna chemia wciąż potrafią zrobić robotę bez nadęcia i bez manifestów.

2025 – Kendrick Lamar (Samuel L. Jackson, SZA, Serena Williams i Mustard)

Występ Kendricka Lamara był rzadkim momentem, w którym ta scena została potraktowana nie jak widowisko do zagłuszenia niedzielnego wieczoru, ale jak nośnik sensu. Kendrick postawił na koncentrację, napięcie i słowo, jego obecność była surowa, zdyscyplinowana, momentami niemal ascetyczna, jakby celowo zdejmował z Super Bowl warstwę błysku, zostawiając sam rdzeń przekazu. Muzyka pracowała tu jak narracja, nie jak tło do choreografii, a każdy gest i pauza miały znaczenie. To był halftime show, który nie chciał się przypodobać ani „rozbujać stadionu”, tylko zaznaczyć obecność artysty, który nawet w najbardziej masowym formacie pozostaje sobą: precyzyjny, polityczny i świadomy ciężaru sceny, na której stoi.