Oglądamy wszystko. Nie pamiętamy nic. Jak second screen viewing zmienia kulturę? | Skvot — Szkoła dla kreatywnych
SKVOT MAG

Oglądamy wszystko. Nie pamiętamy nic. Jak second screen viewing zmienia kulturę?

Ile razy miałaś telefon w ręku podczas oglądania Netflixa? To właśnie second screen viewing i kto nigdy tego nie robił, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Oglądamy wszystko. Nie pamiętamy nic. Jak second screen viewing zmienia kulturę?
card-photo

BASIA GRUBA

Redaktorka SKVOT MAG
26 lut 2026 Film Artykuły

Wyczekiwana premiera serialu na Netflixie. Włączasz pierwszy odcinek, ale po 2 minutach nadal jest nudno i nic się nie dzieje… W 5 minucie pojawia się znany aktor i wiesz, że gdzieś już go widziałaś, ale nie jesteś w stanie przypomnieć sobie jego imienia, nazwiska tej znanej piosenkarki, z którą się umawia, a także nie jesteś pewna, czy ma 1,80 cm wzrostu czy może 1,90. Nie mija 10 minut, a ty już siedzisz z nosem w telefonie i scrollujesz przeglądarkę, aby zdobyć te jakże niezbędne do zrozumienia serialu informacje. A serial leci w tle. 

Na szczęście twórcy z Netflixa to przewidzieli. Po 15 minutach dali dialog, w którym postacie streszczają . Ty oddychasz z ulgą i kontynuujesz odcinek, aż do momentu, gdy pojawi się ta znana aktorka, którą gdzieś już widziałaś…

Second screen viewing i dlaczego to już norma?

Second screen viewing to pojęcie opisujące używanie dwóch ekranów jednocześnie, w tym przypadku używanie telefonu podczas oglądania streamingu, czy, o zgrozo!, filmu w kinie. Nie jest to jednak nowe pojęcie. Tzw. multiscreen multitasking badano już w 2013 roku, a wiele źródeł, również tych marketingowych, skupiało się i nadal skupia na powiązaniu reklam w telewizji ze scrollowaniem i natychmiastową potrzebą zakupu prezentowanych produktów online (co robi ponad 80% Amerykanów).

Dlaczego scrollujemy? Problem leży znacznie głębiej niż potrzeba sprawdzenia wieku i wzrostu znanego aktora. Niektórzy odpowiedzi szukają w zapotrzebowaniu na dopaminę. Chętniej wybieramy aplikacje (TikTok czy rolki na Instagramie) oparte na mechanizmie zmiennej nagrody, gdzie nigdy nie wiemy, co pojawi się po kolejnym przeciągnięciu palcem.

Dużą rolę odgrywa również zmniejszająca się długość koncentracji uwagi (attention span). Według badań w 2003 roku ludzie potrafili skupić się na zadaniu przez 2 i pół minuty, obecnie długość koncentracji spadła do 40 sekund. 

Kultura projektowania pod rozproszenie

Jeśli odbiorca ogląda „kątem oka”, twórcy zaczynają pisać inaczej. Pojawia się więcej ekspozycji, więcej dopowiadania, więcej powtórek. Dialog zaczyna tłumaczyć to, co wcześniej pokazywano tylko obrazem.

To nie jest oficjalna polityka platform, przynajmniej nie wprost. The Week rozmawiał z wieloma osobami z branży, pośród których jedni słyszeli, że napisane przez nich sceny nie są „second screen enough” (zbyt wymagające dla widza, który patrzy głównie w telefon), a inni takich dyrektyw w ogóle nie dostawali.

Stranger Things sezon 1 vs. sezon 5

W ostatnim czasie dyskusję o wpływie second screen viewing na tworzenie kultury nawiązano w kontekście finałowego sezonu Stranger Things. Porównywano go do pierwszego sezonu, w którym głównie wizualnie nawiązywano do nostalgii lat 80. (poprzez stroje i setting), atmosferę i napięcie budowano długimi scenami bez dialogów, a emocje widać było na twarzach bohaterów. 

Anybody think the season 5 dialogue/acting is super corny?
by u/Embarrassed_Ad_6098 in StrangerThings

 

W piątym sezonie zaś, mimo zbliżającej się zagłady, bohaterowie mają czas, aby usiąść i po raz kolejny przypomnieć, co się wydarzyło kilka minut wcześniej, a także powtórzyć, co planują oraz opowiedzieć emocje z tym związane. Najważniejsza, dotychczas, zasada tworzenia historii tj. „show, don’t tell” została zastąpiona zasadą „say everything, show nothing”. 

 

Matt Damon i Jameela Jamil zdradzają sekrety 

Problem second screen viewing i „upraszczania treści” poruszyła w październiku 2025 roku aktorka i aktywistka Jameela Jamil w podcaście Romesha Ranganathana. Zdradziła ona, że największe studia wpływają na pracę scenarzystów.

@theromeshshow @jameelajamil on the reality of modern TV and dumbing down📱 The Romesh Ranganathan Show 🎙️ Watch on YouTube. Listen wherever you get your podcasts. #TheRomeshRanganathanShow #JameelaJamil #romeshranganathan #theromeshshow #tvwriting #tv #dumbingusdown ♬ original sound - The Romesh Ranganathan Show

Jej słowa potwierdził niedawno Matt Damon u Joe Rogana, który wyprodukował ostatnio film „Łup” („The Rip”) dla Netflixa. Aktor zdradził, że podczas gdy standardowa struktura filmu akcji skupiała się na wielkim wybuchu w trzecim akcie, obecnie Netflix zachęca do umieszczenia „wielkiego wybuchu” w pierwszych 5 minutach, aby utrzymać uwagę rozproszonych telefonami i codziennym życiem odbiorców streamingu.

Nie tylko seriale. Jak inne dziedziny kultury walczą o naszą uwagę?

Second screen viewing nie kończy się na Netflixie. To tylko najbardziej widoczny front.

Książki coraz częściej mają swoje playlisty na Spotify. Autorzy dorzucają też linki prowadzące do dodatkowych materiałów, alternatywnych zakończeń, ilustracji czy rozmów z twórcą. Czytanie przestaje być samotnym aktem, gdzie w centrum stała wyobraźnia czytelnika. 

Muzea również grają w tę grę. Przy obrazach pojawiają się kody QR, aplikacje z rozszerzoną rzeczywistością, interaktywne przewodniki. Obraz już nie wystarcza. Potrzebny jest drugi poziom doświadczenia, najlepiej w telefonie, który i tak trzymasz w dłoni.

A koncerty, festiwale i wydarzenia na żywo? To hashtagi, relacje, głosowania oraz aplikacje eventowe. Uczestniczysz i dokumentujesz jednocześnie.

Kultura przestaje walczyć z telefonem. Zaczyna go traktować jak obowiązkowy rekwizyt.

Więc co tracimy?

Second screen viewing może pogłębiać doświadczenie: pozwala reagować, szukać, kupować, współuczestniczyć.

Ale też dużo zabiera. 

Historie stają się głośniejsze, szybsze, bardziej dosłowne. Jest w nich mniej miejsca na ciszę, niedopowiedzenie i spojrzenie, które można odczytać samemu przez pryzmat swoich doświadczeń. Jeśli widz może w każdej chwili odpłynąć, twórca przestaje mu ufać, upraszcza swoją fabułę i decyduje się na tanie przywoływanie uwagi. A my oglądamy więcej niż kiedykolwiek. Binge-watchujemy całe sezony w weekend, premiery odhaczamy niczym jak zadania w pracy, ale czy umiemy sobie przypomnieć choć jedną scenę, która na dłużej zapadła nam w pamięć?

Co jeśli problem leży po naszej stronie? A Netflix tylko dostosowuje się do rzeczywistości?