Czy potrzebujemy kolejnej Elizabeth Bennet? O ekranizacjach Jane Austen | Skvot – szkoła dla kreatywnych
SKVOT MAG

Czy potrzebujemy kolejnej Elizabeth Bennet? O ekranizacjach Jane Austen

Od BBC po Netflix – ekranizacje Jane Austen mnożą się bez końca, a dyskusja o ich sensie staje się równie pasjonująca jak same romanse.

Czy potrzebujemy kolejnej Elizabeth Bennet? O ekranizacjach Jane Austen
card-photo

BASIA GRUBA

Redaktorka SKVOT MAG
29 sierpnia, 2025 Film Artykuły

Od 1925 roku otrzymaliśmy ponad 30 różnych ekranizacji romansów autorstwa Jane Austen, które mniej lub bardziej trzymały się swoich pierwowzorów. Od klasyków BBC po unowocześnione wersje prosto z Netflixa – każde pokolenie ma swoją Elizabeth Bennet. Jednak twórców nie inspiruje jedynie „Duma i uprzedzenie”. Równie często ekranizowane są „Rozważna i romantyczna”, „Emma” czy „Perswazje”.

Na fali doniesień z planów najnowszych ekranizacji „Dumy i uprzedzenia” oraz „Rozważnej i romantycznej” zastanawiamy się, ile sensu jest w kolejnych remake’ach i czy uniwersalność historii Austen ma swoją datę przydatności.

Słowo o Austen-manii 

Jane Austen to nie tylko autorka XIX-wiecznej literatury – to globalna marka, której rozpoznawalność wykracza daleko poza karty powieści. Jej nazwisko działa jak kod kulturowy: przyciąga widzów, sprzedaje bilety i generuje kolejne fale zainteresowania literaturą epoki. Jak pokazuje BFI, ekranizacje Austen tworzą wręcz osobny podgatunek filmowy, w którym znajdziemy zarówno wierne adaptacje, jak i wariacje gatunkowe. To nie przypadek – Austen stała się synonimem kostiumowego romansu, a jednocześnie punktem wyjścia do niezliczonych eksperymentów.

Austen-mania to więcej niż moda – to powtarzający się cykl odświeżania klasyki, w którym każde pokolenie domaga się własnej wersji. Dla jednych to dowód, że jej opowieści są absolutnie uniwersalne: pełne ironii, konfliktów społecznych i dylematów, które pozostają aktualne. Dla innych – jak pisze The Times – to przejaw kulturowej nadprodukcji, w której Austen staje się marką eksploatowaną tak samo jak superbohaterowie Marvela.

Dlaczego wciąż wracamy do Jane?

Jednym z głównych powodów niekończących się adaptacji jest uniwersalność tematów, które poruszała Jane Austen. Jej powieści, choć mocno zakorzenione w realiach XIX-wiecznej Anglii, opowiadają o emocjach i konfliktach, które pozostają żywe niezależnie od epoki: o miłości i dumie, o presji społecznej i finansowej, o rodzinnych napięciach i potrzebie samorealizacji.

Jak zauważa RTÉ, adaptacje Austen pełnią funkcję kulturowego lustra: odzwierciedlają wrażliwość czasów, w których powstają. Wersja „Dumy i uprzedzenia” BBC z 1995 roku uchodzi za kwintesencję „heritage drama” – nostalgicznego spojrzenia na angielskość. Z kolei Netflixowe „Perswazje” z 2022 roku próbowały nawiązać językiem do współczesnych odbiorców, używając ironii i złamania czwartej ściany.

Entuzjaści nowych ekranizacji podkreślają również ich rolę w poszerzaniu reprezentacji i odczytywaniu Austen z nowych perspektyw. W artykule w Adaptation (Oxford Academic) zwraca się uwagę na queerowe i feministyczne reinterpretacje, które przesuwają akcenty w dobrze znanych fabułach i pozwalają spojrzeć na nie świeżym okiem. Takie eksperymenty dowodzą, że literatura klasyczna nie jest martwym zabytkiem, lecz materiałem do dialogu z nowymi grupami odbiorców.

Co przemawia przeciw?

Choć Jane Austen bywa określana „Shakespeare’em romansów”, nie brakuje głosów, że jej dzieła stały się ofiarą własnej popularności. Richard Morrison w The Times pisze, że każde nowe podejście coraz mniej przypomina artystyczną reinterpretację, a coraz bardziej marketingowy recykling sprawdzonej marki.

Do podobnych wniosków dochodzi Sophie Harrison w The Oxford Student, pisząc, że zapowiedź kolejnych adaptacji budzi mieszane uczucia: ekscytację u wiernych fanów, ale i rosnące znużenie powtarzalnością. Jej zdaniem przesyt sprawia, że nawet dobre produkcje mogą zostać przyjęte chłodno, bo widzowie oczekują od Austen czegoś więcej niż wciąż tej samej gry spojrzeń i konwenansów.

Krytyczne spojrzenie prezentuje także Emma Brockes na łamach The Guardian. Zwraca uwagę, że kolejne adaptacje często utrwalają XIX-wieczny schemat: małżeństwo jako jedyny cel i nagroda w życiu kobiety. Dla współczesnych odbiorców – zwłaszcza dla kobiet i społeczności LGBTQ+ – taka narracja bywa nie tylko przestarzała, ale wręcz opresyjna. Adaptacje, zamiast otwierać nowe perspektywy, powtarzają konserwatywne wzorce.

Austen na nowo – czy to możliwe?

Odpowiedź na pytanie, czy potrzebujemy kolejnych adaptacji Austen, często sprowadza się do jakości i odwagi twórców. Przykłady takie jak „Clueless” (1995) czy „Bridget Jones’s Diary” (2001) pokazują, że przeniesienie fabuł Austen w całkowicie nowe realia może otworzyć je na zupełnie inną publiczność. Obie produkcje uznano za kultowe właśnie dlatego, że nie były kalką, lecz reinterpretacją – zachowały ironię i strukturę powieści, jednocześnie wpisując je w język współczesnych komedii romantycznych.

Z drugiej strony, nieudane próby dowodzą, że samo „odświeżenie” Austen nie wystarczy. Netflixowe „Perswazje” spotkały się z krytyką za zbyt nachalne „uwspółcześnienie” bohaterów – ich współczesne riposty i złamanie czwartej ściany odebrano jako tanie kokietowanie młodej widowni, a nie autentyczny dialog z klasyką. To przykład, jak cienka jest granica między twórczą reinterpretacją a spłyceniem literatury.

Nowe podejścia mogą jednak otworzyć Austen także na inne głosy i perspektywy. Badacze podkreślają rosnące znaczenie queerowych i feministycznych odczytań, gdzie Austen przestaje być jedynie kronikarką małżeńskich gier, a staje się punktem odniesienia do rozmowy o gender, seksualności i emancypacji.

Jednak Jane Austen wciąż jest „produktem”, który łatwo dostosować do trendów, jak pokazuje przykład nowych wydań powieści z pastelowymi okładkami projektowanymi pod użytkowników TikToka. Pytanie brzmi, czy takie działania wnoszą coś do jej dziedzictwa, czy tylko sprzedają je w nowym opakowaniu.

Być może więc nie chodzi o to, czy potrzebujemy kolejnej Elizabeth Bennet, ale czy odważymy się pokazać ją w sposób naprawdę nowy – zrywający z utartymi schematami, a jednocześnie wierny duchowi ironii i przenikliwości samej autorki.