SKVOT MAG

Studio HUGMUN: „Na początku naszej drogi zawodowej zdecydowanie za mało... pytaliśmy”

Poznajcie Hugmun – małe, niezależne studio projektowe z Kopenhagi. Duet projektantów Tomasz & Maria opowiadają o swoich początkach w duńskiej stolicy.

Studio HUGMUN: „Na początku naszej drogi zawodowej zdecydowanie za mało... pytaliśmy”
card-photo

Roś Natalia

Dziennikarka SKVOT MAG

26 sierpnia, 2023 Artykuły

Studio Hugmun prowadzi Tomasz Pawluk i Maria Mileńko. Maria jest ilustratorką i graficzką, a Tomasz – grafikiem z zamiłowaniem do typografii. Team uzupełnia Harriet Elsom, która na co dzień mieszka w Oslo i współpracuje z Hugmun jako Client Director. Studio oficjalnie powstało w 2015 roku, ale Tomasz i Maria poznali się już wcześniej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, gdzie razem studiowali. Warto dodać, że łączy ich nie tylko praca, ale i miłość.

Jeszcze mieszkając w Polsce, duet wybrał się do Kopenhagi w poszukiwaniu pracy na stanowiskach grafików. Odwiedzili różne agencje, jednak bez większych efektów. Po latach uważają, że przeszkodą mogły być: język, zamieszkanie i portfolia, które były mało ukierunkowane. W 2017 Tomasz i Maria przeprowadzili się do Trondheim do Norwegii, gdzie mieszkali przez trzy lata, a następnie do Oslo na rok, gdzie poznali Harriet. Mimo to, w ich sercach wciąż była Kopenhaga – miasto z niesamowitym „vibem”, jak sami je określają.

Dodają też, że kluczem do ich rozwoju jest rysowanie tzw. timelinów, czyli planowanie wyzwań i oczekiwań wobec przyszłości. Pomaga to w realizowaniu celów, bo krok po kroku odhacza się zrealizowane punkty. Dlatego w pandemii zdecydowali się przeprowadzić do Kopenhagi. Firmę w Danii prowadzą już od trzech lat i jak sami przyznają – to była najlepsza decyzja, jaką podjęli. 

Ciekawi mnie, w jaki sposób podchodzicie do projektów. Czy macie wypracowane już sposoby na współpracę z klientem? Co jest dla Was najważniejsze podczas procesu? A co Waszym zdaniem ma największy wpływ na dobre relacje, a później sukces projektu? 

To, co kochamy najbardziej w naszej pracy, to możliwość indywidualnego podejścia po to, aby móc opowiadać za każdym razem inną historię. Każdy projekt to współpraca, czyli mimo tego, że rozliczamy się na zasadzie wykonania usługi (projektów graficznych) to oczekujemy zaufania i zaangażowania. 

Mamy wrażenie, że na początku naszej drogi zawodowej zdecydowanie za mało... pytaliśmy. Teraz dopytujemy o każdy najmniejszy szczegół, ustalamy potrzeby i działamy wspólnie. Raz jeszcze to podkreślimy: nie ma głupich lub zbyt szczegółowych pytań. Jeśli coś nas zastanawia – od razu kontaktujemy się z klientem. 

To bardzo pomaga na starcie i mamy wrażenie, że później projekt „robi się sam”. Słuchamy historii naszych klientów, a następnie opowiadamy je wizualnie. Zdarza się też, że projekt od razu do nas przemawia i nas inspiruje. Wtedy możemy w mgnieniu oka zintegrować nasze światy i praca idzie gładko. Mamy jednak na uwadze, że nie możemy sobie pozwolić na powtarzanie określonej estetyki. Chcemy łączyć to, co nas do tej poru ukształtowało, z wizją osób, dla których tworzymy projekty.

Natomiast jeśli chodzi o proces i to, co jest dla nas najważniejsze to próba ciągłego ulepszania. Całkiem niedawno, oprócz zwykłej rozmowy z klientem, zaczęliśmy stosować moodboardy. Ale to nie my je przygotowujemy, ale prosimy klienta o stworzenie mapy inspiracji, tego, jak czuje swoją markę, Na moodboardzie może znaleźć się naprawdę wszystko: grafiki konkurencji, zdjęcia krajobrazów, samochodów czy butów. Podczas tego etapu uczymy się wrażliwości klienta. Następnie przygotowujemy swoje moodboardy. Po zaakceptowaniu wizji siadamy do projektowania. Zauważyliśmy, że to, co może wydawać się spójną opowieścią podczas rozmowy, dla każdego może wyglądać zupełnie inaczej. A nam przecież zależy na obrazie i tym językiem na co dzień się posługujemy. 

Na swojej stronie internetowej podkreślacie, że wierzycie, że najlepsze marki dają odbiorcom wartość, dążą do zrównoważonego rozwoju i są przyjemne w odbiorze. Jak ważne jest to, aby pracować z dobrymi (według tych kryteriów) klientami? Czy zwracacie uwagę na filozofię marek, z którymi współpracujecie?

Jak najbardziej! To dla nas niezwykle ważne, aby pracować z ludźmi o podobnych wartościach. Odmawiamy firmom z sektora produkcji mięsnej lub odzwierzęcej. Nie wyobrażamy sobie też współpracy z firmami, które swoje kosmetyki testują na zwierzętach. Bardzo ważne jest dla nas, aby klient posiadał wiedzę na temat zrównoważonej produkcji i chciał się rozwijać w tym kierunku. Sami stale poszukujemy etycznych rozwiązań, choć jednocześnie mamy świadomość, że żyjemy w dużym mieście, które ma swoje ograniczenia. Na przykład sektor opakowań jest taki, a nie inny na ten moment. 

Dużo się ostatnio mówi o sustainability w kontekście projektowania. Jak rozumiecie to podejście w branży kreatywnej, a jak to przekłada się na codzienną pracę? 

Staramy się zwracać uwagą na surowce, z których produkowane są później opakowania. Patrzymy skąd pochodzą, analizujemy te informacje i wybieramy najlepszą opcję. Trzeba być w tym bardzo czujnym, ponieważ greenwashing czai się na każdym kroku.

Na co dzień mieszkacie w Kopenhadze. Czy podejście pracy w branży kreatywnej różni się między Danią a Polską? 

Na pewno nasze obserwacje nie mogą być generalizowane, ale doświadczamy tu większego spokoju i większego szacunku do pracy, którą wykonujemy. Raczej nikt nie negocjuje cen, a przede wszystkim ich nie komentuje. Jeśli cena jest zbyt wysoka to jedyna odpowiedź, jaka może się pojawić to ta, że kogoś nie stać i wróci, gdy to się zmieni. Ale to, że nadajemy z Kopenhagi nie oznacza, że mamy tylko skandynawskich klientów. Obecnie łączymy się z klientami z Kalifornii, Dubaju, Norwegii, Nowego Jorku, Korei Południowej, ale też oczywiście z Poznania i Warszawy. 

Co ostatnio przeczytaliście, usłyszeliście albo oglądaliście, co Was w jakiś sposób zainspirowało?

Uwielbiamy filmy i seriale. Praktycznie każdy wolny wieczór spędzamy przed ekranem rzutnika. Z duńskiego podwórka możemy polecić nietypowy serial Kowbojka z Kopenhagi – przepiękny wizualnie. Ostatnio odświeżyliśmy sobie też Lost Highway i jestesteśmy zauroczeni estetyką i budowaniem historii przez Lyncha. Oczywiście muzyka Angelo Badalametiego ma tutaj też wielkie znaczenie. Jej następcy to dla nas: Dale Cooper Quartet & the Dictaphones oraz Bohren & der Club of Gore. Pozostając jeszcze w muzycznych inspiracjach posłuchaj NTS Radio i NPR Tiny Desk Concerts.

Nasi ulubieni reżyserzy to: Ruben Östlund, Yorgos Lanthimos, Robert Eggers, Luca Guadagnino, Alex Garland, Ari Aster. Polecamy też newsletter Moon Lists. Stawiają ciekawe pytania, dzielą się pomysłami, które zmuszają do myślenia. Jednocześnie ich estetyka jest bardzo przyjemna, nieco nostalgiczna i tajemnicza. 

W wolnej chwili zawsze warto sprawdzać artystów z Instagrama. Polecamy: Liang Dongni, Han Gao, Kai Udema, Mathieu Desjardins, Jules Durand, Giovanni Murolo, Studio Toussaint, Jacob Wise, Eliott Grunewald, Obby & Jappari. Zaciekawił nas też ostatnio podcast Stevena Barletta pt.: E252. Seven rozmawia z byłym dyrektorem ds. biznesu w Google X – Mo Gawdatem na temat AI. I jeszcze mały bonus dla wielbicieli wnętrz: The Socialite Family oraz The Selby

W jakim kierunku chcecie się rozwijać jako studio? Jakie umiejętności są dla Was niezbędne, aby osiągnąć dalszy etap rozwoju?

Rozwój jest dla nas bardzo ważny, ale stawiamy przede wszystkim na wszechstronność naszych współprac niż na powiększanie biura. Mamy zaufane grono specjalistów, z którymi działamy np. ilustratorów, twórców 3D, projektantów, deweloperów. Kiedyś marzyliśmy o wielkiej agencji z siedzibą w Kopenhadze, ale już nam przeszło. Teraz wiemy, że nasza grupa to atut. Na każdym etapie projektu jesteśmy w stałym kontakcie z klientem, skupiamy się jeszcze bardziej na osobistym podejściu i współtworzeniu rzeczy, które są nam bliskie. 

Jednocześnie chcemy rozwijać naszą artystyczną stronę. Czujemy, że design i sztuka są ze sobą nierozerwalnie połączone i przeplatają się na tak wielu warstwach, także w codziennym życiu. Łączenie tych dwóch sfer to naszym zdaniem przyszłość, szczególnie teraz kiedy to, co realne i cyfrowe tak bardzo się zlewa. Robimy już małe kroki w tym kierunku, ale nie chcemy na razie za dużo zdradzać. 

Co sprawia Wam największą trudność w funkcjonowaniu w branży kreatywnej? 

  1. Praktycznie całe swoje serce i kreatywność wkładamy w projekty, a czasami chcielibyśmy czegoś tylko dla siebie, na co nie mamy po prostu czasu. 
  2. Brak zaufania – niestety wciąż zdarza się, że praca projektanta nie jest postrzegana jako praca specjalisty z doświadczeniem. 

 

Co chcielibyście wiedzieć, o jakie umiejętności chcielibyście być bogatsi te kilka lat temu, startująć z Waszą własną działalnością?

Najlepiej zacząć tak szybko, jak to tylko możliwe i zdobywać doświadczenie. Nic tego nie zastąpi. Wszystko potrzebuje czasu. Musi się dojrzeć jako projektant, ale też człowiek. Wszystko w myśl zasady: mniej się przejmować i porównywać z innymi – czas zrobi swoje. 

Jak widzicie przyszłość takich małych, butikowych, kolektywów kreatywnych w dobie sztucznej inteligencji? 

Śledzimy w miarę na bieżąco to, co dzieje się z AI i jej możliwościami, ale raczej wychodzimy z założenia, aby się tego nie bać (no może troszkę), obserwować, korzystać i dopasowywać nowe narzędzia do swoich potrzeb.