SKVOT MAG

Portfolio: Hanna Barczyk

Artystka wizualna tworzy konceptualne ilustracja do topowych tytułów prasowych, okładki książek, plakaty do filmów i murale.

Portfolio: Hanna Barczyk
card-photo

Roś Natalia

Dziennikarka SKVOT MAG

20 lutego, 2023 Artykuły

Hanna Barczyk podróżuje między Nowym Jorkiem, Toronto i Montrealem zawsze mając przy sobie ołówek i kartkę papieru. Jej prace to zwierciadło osobistych emocji, jak i nastrojów społecznych i politycznych. Sama swój styl określa jako bardzo feministyczny, odważny i figuratywny. W jej pracach przewija się miłość do tańca, ruchu i muzyki. Łapię Hannę w przerwie między zakończeniem jednego projektu a startem kolejnego i podpytuję o najważniejsze etapy pracy projektowej, inspiracje i ulubione zlecenia. 

Jak ci dziś minął dzień? 

Całkiem miło wspominam podwójne espresso w mojej ulubionej kawiarence na końcu ulicy, na której mieszkam. Zazwyczaj poświęcam poranki na tworzenie szkiców, wymyślanie i planowanie całego dnia. Dzisiejszy dzień jest trochę spokojniejszy, bo w zeszłym tygodniu skończyłam projekt. 

To moment, w którym robię sobie przerwę, by móc z wypoczętą głową wejść w nowe zlecenia. Choć muszę się przyznać, że te małe pauzy między projektami sprawiają, że czuję się niemal winna tego, że nic nie robię, jakby każdy miesiąc powinien być zajęty do granic możliwości w kalendarzu… Wciąż muszę sama sobie przypominać, że przecież przerwa jest ważna, tak samo jak praca. A taka pauza i cieszenie się czasem, który mam tylko dla siebie jest bardzo odświeżające dla ciała i umysłu. 

Zaraz skoczę się przebrać i umówiłam się z przyjaciółmi, aby zobaczyć ich nowe studio! Ale muszę jeszcze skończyć jeden szkic i zrobić notatki z języka francuskiego, którego się uczę. To miks uczuć – jestem podekscytowana i wdzięczna za to, gdzie jestem w tym momencie w moim życiu.

Jak zaczęła się twoja kariera w ilustrowaniu? Pamiętasz swój pierwszy duży projekt? Jak go zdobyłaś?

Moje początki mogę podsumować następująco: wytrwałość, ciągła praca, podejmowanie ryzyka, ciekawość, odwaga, traktowanie odrzucenia jako normalnej części życia, słuchanie krytycznych opinii i to coś, co ja nazywam „naiwnym pozytywnym nastawieniem”. Wierzę, że muszę podejmować ryzyko i czasem iść na kompromis, żeby zobaczyć, co się stanie. Wciąż jestem przekonana, że nie ma innego zawodu, który mnie woła poza byciem artystką. To wszystko sprawiło, że jestem tu, gdzie jestem, że na co dzień zajmuję się ilustracją. Z jednej strony mam poczucie, że naprawdę dużo czasu zajęło mi osiągnięcie tego, na jakim etapie pracy zawodowej jestem. Z drugiej strony, wiem, że mam jeszcze dużo do zrobienia, żeby być jeszcze lepszą w tym, co robię.

Zawsze uwielbiałam rysować jednocześnie czytając np. książki czy artykuły. Zanurzałam się w kulturze, polityce, sytuacji społeczno-ekonomicznej na świecie. Miałam poczucie, że mogłabym być dziennikarzem wizualnym, służąc osobie piszącej tekst budować powiązania, wizualizować emocje. Chciałam przekładać słowa i idee na barwy emocjonalne, tworzyć graficzny język, który będzie przekraczał bariery komunikacyjne i społeczne np. rasowe czy płciowe. Mam wrażenie, że zawsze wiedziałam, że chcę mieć głos. Najlepiej właśnie wysłowić mi się za pomocą narracji obrazkowej. 

Nigdy nie byłam w pełni zadowolona z różnych prac dorywczych, które łapałam, ale radość sprawiało mi rysowanie i ilustrowanie. Mam za sobą staże i stanowiska, które w sumie uświadomiły mi, że najwyższy czas zrobić wielki skok, zaryzykować. Zdawałam sobie sprawę, że mogę nigdy nie zarobić na tej decyzji pieniędzy, ale musiałam spróbować postawić wszystko na ilustrację. Punktem zwrotnym okazał się mój wyjazd do USA w 2013 roku. Sukcesywnie powiększałam portfolio, szkoliłam swoje umiejętnoci biznesowe i w końcu zdecydowałam się założyć własną działalność gospodarczą, której rozwijanie zajęło mi lata. Aż w końcu mi się udało! Stałam się osobą, którą zawsze chciałabym być, czyli ilustratorką, która zaczęła odnosić sukcesy.

Twoje pytanie sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad kluczowymi momentami na przestrzeni lat, które pomogły mi w rozwoju mojej kariery. Mogę tu wymienić np. przyjęcie do Stowarzyszenia Ilustratorów, dzięki czemu mogłam uczestniczyć w wystawach, następnie zilustrowanie stron poświęconym opiniom w The New York Times czy podpisanie kontraktu z moją agentką Ellą Lupo z agencji Purple Rain Illustrators. 

Co cię inspiruje? 

Jest tego trochę! Inspiruje mnie symbolizm, różne narracje, moje węgierskie dziedzictwo, niemiecki ekspresjonizm, silne uczucia, takie jak np. miłość, wspomnienia, stare polsko-czeskie plakaty filmowe (kłaniam się nisko Polskiej Szkole Plakatu!) i modernistyczni malarze. Chłonę to, co się dzieje w polityce, literaturze, poezji. Zgłębiam prace feministyczne, eseje poświęcone władzy i książki na temat seksualności. 

Jaki jest dla ciebie najważniejszy aspekt twojego procesu twórczego? 

Kluczowe jest dla mnie przelanie moich myśli i emocji. Wszystko odbywa się za pomocą ołówka i kartki papieru. To wewnętrzna rozmowa, muszę wciąż na nowo budować relacje z samą sobą, mówić do siebie. W ten sposób chcę poruszyć mój umysł, moje emocje. Chcę zderzyć się z tym wewnętrznym ja, które nierzadko jest największym krytykiem, dotrzeć do najgłębszych części w moim ciele i myślach. A następnie przelać to na papier. 

Z którego projektu jesteś najbardziej dumna? 

Z książki dla dzieci, którą zilustrowałam pt. Roots & Wings: How Shahzia Sikander Became an Artist. Została ona wydana przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej MoMa w Nowym Jorku. Publikacja została uznana jedną z najlepszych książek dla dzieci w 2020 roku przez Stowarzyszenie Ilustratorów. Cieszy mnie też, że wciąż jestem w stanie zarabiać z wykonywania własnych prac, że jest to mój stały i główny dochód. 

Można dostrzec coraz więcej zmian zachodzących w branży kreatywnej – zwłaszcza tych, napędzanych rozwojem sztucznej inteligencji. Dokąd to wszystko zmierza według ciebie? Jak oceniasz swoje możliwości i perspektywy w tym zmieniającym się systemie? 

Zakładam, że sztuczna inteligencja już niebawem stanie się normą i zostanie z nami na dłużej, tak jak to miało miejsce z Alexą, Siri czy Google. Nie podoba mi się jednak fascynacja sztuczną inteligencją jako kreatora sztuki. Osobiście odczuwam silną niechęć do tego, co tworzy AI i nazywania tego sztuką. Dla mnie jest to po prostu forma rozrywki.

Sztukę tworzą ludzie, którzy mają duszę, nabyte doświadczenie życiowe. Mają emocje związane z dzieciństwem, miłością, relacjami, śmiercią, itp. W ich życiu mieli do czynienia z niestabilnością polityczną, szukaniem tożsamości, migracją, czy innymi doświadczeniami. Dla mnie doświadczanie sztuki to doświadczanie życia. Artyści tworzą swoje prace ze swoich dusz, z intencji powiedzenia czegoś i wyrażenia tego w jakiś sposób. Moim zdaniem sztuczna inteligencja na ten moment nie jest w stanie odtworzyć tej sieci powiązań emocjonalnych.  

W moich ilustracjach wykorzystuję sztukę do wyrażania siebie, uzdrawiania, odzyskiwania własnej narracji. Moje prace mają warstwę tożsamości, kultury, indywidualnych spostrzeżeń, doświadczeń życiowych, garść ciekawostek, płaszczyznę seksualną i szczyptę humoru.

Gdzie widzisz swoje prace w przyszłości?

Mam nadzieję, że zobaczę moją sztukę gdzieś w dużej skali. Myślę tu nawet o pójściu w stronę rzeźbiarstwa. Chcę spróbować wyrażać się za pomocą różnych środków ekspresji. Rzeźba jest właśnie jedną z nich. Trzymaj kciuki!