Czy mamy film roku? Nagrodzona w Cannes „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego zamyka powojenną trylogię reżysera | Skvot — Szkoła dla kreatywnych
should_authorize_via_email
email.input_code tel.input_code
 
email.code_actual_for tel.code_actual_for
apply_exit_text
session_ended
to_homepage
SKVOT MAG

Czy mamy film roku? Nagrodzona w Cannes „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego zamyka powojenną trylogię reżysera

Wiktoria Korszlak, krytyczka filmowa, po seansie na Festiwalu Filmowym w Cannes, przedpremierowo recenzuje najnowszy film Pawła Pawlikowskiego.

Czy mamy film roku? Nagrodzona w Cannes „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego zamyka powojenną trylogię reżysera
card-photo

Wiktoria Korszlak

dziennikarka i krytyczka filmowa

11 cze 2026 Film Artykuły

Po ośmiu latach od sukcesu „Zimnej Wojny”, która skradła serca zarówno widzów, jak i krytyków, Paweł Pawlikowski powraca z najnowszym filmem „Ojczyzna”, mającym światową premierę na Festiwalu Filmowym w Cannes. Twórca ponownie został tam wyróżniony nagrodą za najlepszą reżyserię (ex-aequo z autorami filmu „La bola negra”), domykając tym samym czarno-białą trylogię zapoczątkowaną oscarową „Idą”. 

Paweł Pawlikowski w „Ojczyźnie” po raz kolejny porusza dobrze już znane tematy z „Idy” (2013) i „Zimnej Wojny” (2018) dotyczące przynależności, miłości, rodzinnych więzi, poczucia winy oraz poszukiwania własnego miejsca w powojennej Europie. Jednocześnie ponownie eksponuje motyw śmierci, konsekwentnie obecny w jego twórczości.

„Ojczyzna” to film, który opowiada o relacji niemieckiego pisarza i laureata Literackiej Nagrody Nobla Tomasza Manna (Hanns Zischler) i jego córki Eriki (Sandra Hüller) - aktorki, pisarki i kierowczyni rajdowej. Jest rok 1949, szczytowy moment zimnej wojny. Po raz pierwszy od wygnania do Stanów Zjednoczonych Mann wraca do ojczyzny, by razem z córką wyruszyć w rozdarte na dwie strony Niemcy i odebrać Nagrodę Goethego. Od zdominowanego przez Amerykanów i przepełnionego blichtrem Frankfurtu do kontrolowanego i skażonego stalinowską propagandą Związku Radzieckiego Weimaru.

Film otwiera około pięciominutowa, statyczna scena w Cannes, w której Klaus (August Diehl) prowadzi rozmowę telefoniczną ze swoją siostrą Eriką. Od razu zostaje zarysowana silna więź między rodzeństwem, a sama Erika namawia zmagającego się z depresją brata, aby wybrał się razem z nią i ojcem w podróż do Niemiec, w których nie byli od 1933 roku. Jednak Klaus nigdy do nich nie dołącza i, jak się potem okazuje, przedawkowuje weronal. Wydawać by się mogło, że taka tragedia wpłynie na decyzję ojca o dalszej podróży rodziny, ale zimny i pozbawiony uczuć Tomasz stwierdza, że są rzeczy ważniejsze niż odbierający sobie życie zdesperowany artysta. 

Wracając do kraju po szesnastu latach wygnania, Tomasz Mann mierzy się nie tylko z podzieloną ojczyzną, lecz także własną tragedią rodzinną i pytaniami. Po czyjej jest stronie? I czy kondycja moralna pisarza pozwala mu w ogóle wybrać którąś z nich?

Gdzie i czym jest dom? 

W filmie Pawlikowskiego bohaterowie są zagubieni i każdy z nich doświadcza cierpienia. Nie potrafią też określić, gdzie przynależą w sytuacji, w której ich tytułowa ojczyzna funkcjonuje w dwóch przeciwstawnych porządkach, a oni sami dryfują pomiędzy nimi, próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Podczas jednej ze scen Mann zadaje fundamentalne pytanie: gdzie właściwie jest dom? W istocie to właśnie wokół tego problemu skupia się reżyser. Co dzieje się wtedy, gdy miejsce, które ukształtowało naszą tożsamość przestaje istnieć? Film podejmuje ideę Heimatu, rozumianego jako emocjonalna, kulturowa i sentymentalna więź z ojczyzną.

Sztuka w skrajnie podzielonym odmienną polityką kraju odgrywa tutaj ważną rolę. Sam Mann, ukształtowany przez przedwojenny etos humanisty lawiruje między Wschodem a Zachodem. Nie potrafi opowiedzieć się po konkretnej stronie, ale nie mówi też żadnej stanowczego „nie”. Próbuje w tym wszystkim pozostać zachowawczy, przygotowując kolejne przemówienia i broniąc się słowem i uniwersalnymi wartościami. Przez swoje ego nie zauważa, że stał się propagandową marionetką zarówno frankfurckiego, jak i weimarskiego kręgu, które tylko walczą o jego uznanie. To Erika, która przybrała poniekąd rolę asystentki ojca, konfrontuje Manna z faktem, że to Amerykanie i Rosjanie rozdają teraz karty, a jego kolejne przemowy nie są w stanie nic zmienić w rozdzielonych zarówno ideologicznie, jak i terytorialnie Niemczech. 

Sama relacja pomiędzy Eriką a Tomaszem ma dość chłodny charakter. Widz jest w stanie dostrzec podziw córki wobec ojca, ale jednocześnie pogardę dla jego decyzji. Końcowa scena jest dla tych bohaterów swoistym katharsis, w którym – przy rozbrzmiewających na starych organach chorałach Bacha – doświadczają emocjonalnego uwolnienia, pokazując głęboko tłumione dotychczas uczucia. Szczególnie widoczne jest to w przypadku Tomasza Manna, który przez większość filmu sprawia wrażenie niewzruszonego. To moment, w którym ojciec i córka doznają sztuki bez jakichkolwiek politycznych wpływów. 

Geniusz Sandry Hüller. Aktorka, która potrafi wszystko?

Grająca Erikę, nominowana do Oscara w 2024 roku za rolę w „Anatomii Upadku” Sandra Hüller powoli udowadnia, że jest aktorką tej dekady i pokazuje, że gra aktorska wcale nie musi być przesadzona i pełna krzyków, aby była przekonująca i wzruszająca. Wszystko, co nie zostaje wprost powiedziane, jest doskonale widoczne na jej twarzy, a przede wszystkim w jej oczach. Scena, w której Erika policzkuje swojego byłego męża, współpracującego z nazistami, czy moment, gdy przeżywa załamanie po tym, jak dowiaduje się o śmierci Klausa, to prawdziwy aktorski majstersztyk. Trudno oderwać od niej wzrok. 

Przyznam, że mogłabym patrzeć na nią godzinami i jestem zachwycona jej wyborami, które wręcz hipnotyzują swoją niuansowością. To Hüller momentami „skrada” ten film i tak wspaniałemu już Hannsowi Zischlerowi, a razem tworzą wyborny duet aktorski, który – przy ograniczeniu 82-minutowego metrażu – pozostawia poczucie niedosytu i apetyt na znacznie więcej. 

Poetyka wyciszenia

Siłą „Ojczyzny” są przede wszystkim ciche, melancholijne momenty, w których kamera zatrzymuje się na twarzach bohaterów. W tych fragmentach szczególnie wyraźna staje się minimalistyczna poetyka narracji, charakterystyczna zresztą dla Pawlikowskiego, który konsekwentnie buduje przestrzeń do refleksji nad ludzkim istnieniem poprzez oszczędność środków wyrazu. 

Jest to zdecydowanie najsubtelniejszy, a zarazem najbardziej chłodny film reżysera. Widz otrzymuje tu ograniczoną dawkę psychologii postaci, co może stanowić problem w odbiorze i zrozumieniu, zwłaszcza dla tych, którzy nie znają historii rodziny Mannów i samej twórczości noblisty, a także kontekstów historyczno-politycznych powojennych Niemiec.  

„Ojczyzna” to kolejny znakomity film Pawła Pawlikowskiego, który jak sam powiedział na konferencji prasowej w Cannes, jest dla niego najbardziej personalny ze wszystkich, które do tej pory zrobił. Choć nie dorównuje do „Zimnej Wojnie” i być może nie ma w nim nic odkrywczego dla tego artysty, który porusza już dobrze mu znane tematy, to imponuje równie mocno jak dwa poprzednie. 

Czarno-białe zdjęcia Łukasza Żala, po raz kolejny współpracującego z Pawlikowskim, nadają filmowi niepowtarzalny klimat, budując ciężar opowieści i zachwycając dopracowaną wizualnością oraz kadrami zrealizowanymi w formacie 4:3, a także tworząc oniryczną atmosferę, która wzmacnia wrażenie zawieszenia w czasie. To film wyciszony, który poprzez swoją powściągliwość może okazać się właśnie tym, czego potrzebujemy w obecnych czasach, gdzie panuje nieustanny pęd i chaos.

Moje jedyne zastrzeżenie to zbyt krótki metraż – choć jest to standardowa długość filmów Pawlikowskiego – to budzi delikatne poczucie, że pewne wątki nie zostały wystarczająco rozwinięte. Aż prosi się o dodatkowe pół godziny, w których relacje rodzinne oraz psychologiczna kondycja postaci zostałyby pogłębione. Zwłaszcza jeśli chodzi o Erikę, której życie wykraczało daleko poza rolę asystentki ojca – warte uwagi są wątki m.in. jej biseksualności i działalności aktywistycznej, a także zaangażowanie w antyfaszystowski kabaret.

Zdecydowanie zachęcam do obejrzenia „Ojczyzny” Pawła Pawlikowskiego na dużym ekranie. W polskich kinach film pojawi się już 19 czerwca 2026 roku. Warto przy tym sięgnąć po biografię Tomasza Manna oraz opracowań dotyczących Eriki, które na pewno wzbogacą odbiór najnowszego dzieła reżysera.