Od ponad 15 lat Jacek Sosnowski aktywnie kształtuje polską i międzynarodową scenę sztuki współczesnej. Prowadzi własną praktykę kuratorską PRPGND (dawniej Propaganda), organizując ponad 150 wystaw w Polsce i na świecie, w tym w Berlinie, Nowym Jorku, Amsterdamie czy Tel Awiwie. Jako kurator Pawilonu Polskiego na 18. Biennale Architektury w Wenecji nadzorował spektakularną instalację „Datament” Anny Barlik, a jego ostatnie projekty obejmują m.in. „Radius: Gaze Beyond Vision” Ibrahima Quraishi’ego w Amsterdamie (2025) oraz „Fools” Tomasza Kulki i Leandera Herzoga w Nowym Jorku (2024).
W Skvocie poprowadzi już kolejną edycję kursu Kurator sztuki współczesnej, a podczas naszej rozmowy zdradza, jak buduje relacje z artystami, czym różni się sztuka zagraniczna od polskiej i co najbardziej go fascynuje w współczesnym języku artystycznym.
Czy po jednym spotkaniu kuratora z artystą można wiedzieć, że to będzie pomyślna współpraca? Po czym można to poznać i jak o to zadbać już od początku?
Miłość od pierwszego wejrzenia w sztuce nie istnieje – ani po jednym, ani po dwóch spotkaniach. Można mieć intuicję, poczuć pewną chemię czy wspólny język, ale relacja kuratora z artystą to w dużej mierze dzieło przypadku. Ważne jest, aby od początku budować otwartą komunikację, słuchać uważnie i szanować wizję artysty. To, co od razu daje poczucie potencjału współpracy, to szczerość, ciekawość i gotowość do wspólnego eksperymentowania w przestrzeni wystawy.
Pracowałeś z wieloma zagranicznymi artystami. Czy wyrażają się oni w sztuce współczesnej inaczej niż polscy artyści?
Istnieje pewna specyfika wynikająca z miejsca, tradycji czy lokalnych trendów, choć jest ona raczej subtelna. Nie można generalizować i mówić, że „wszyscy tak robią”. Sztuka w Polsce ma jednak swój wyraźny, lokalny charakter – jest związana z historią, kontekstem społecznym i estetyką, które wyróżniają ją od twórczości zagranicznej.
W jaki sposób praca przy Pawilonie Polskim na Biennale Architektury w Wenecji wpłynęła na Twoją pracę jako kurator?
To był niewątpliwie ważny impuls w mojej karierze. Pokazał mi, jak wiele można osiągnąć, angażując widza nie tylko wizualnie, ale także przestrzennie i konceptualnie. Zachęcił mnie do tworzenia wystaw, w których odbiorcy są obecni w pełni – wchodzą w interakcję z przestrzenią, a doświadczenie staje się bardziej intymne i osobiste. Ten projekt przypomniał, że kurator nie jest tylko organizatorem, ale też projektantem doświadczeń.
Co najbardziej fascynuje Cię w sztuce współczesnej?
Absolutna niezgoda na współczesność. Fascynuje mnie, że artyści nie boją się kwestionować rzeczywistości, stawiać trudnych pytań i prowokować do refleksji. Sztuka współczesna jest wciąż żywa, nieprzewidywalna i nie daje się zamknąć w gotowe ramy.
Jaki jest Twój ulubiony artysta? Jakie jego prace trzeba zobaczyć?
Mój „ulubiony artysta” to zawsze ten, z którym aktualnie pracuję najintensywniej. Każdy projekt daje inne doświadczenie i inne odkrycia. A jeśli chodzi o odbiorcę – warto zobaczyć wszystko, co się da. To pozwala odnaleźć coś wyjątkowego dla siebie, coś, co zostaje w pamięci na długo.