The New York Times niedawno opublikował artykuł o tym, z czym mierzy się branża wydawnicza w obliczu zmian na platformach self-publishingowych takich jak Amazon Kindle Direct Publishing. Wszystko za sprawą biznesowej żyłki autorów i wykorzystania AI do masowego generowania publikacji.
Coral Hart i jej eksperyment
Coral Hart to południowoafrykańska pisarka, która przez wiele ostatnich lat dała się poznać jako niezwykle wydajna autorka romansów. W branży jej nazwisko kojarzy się przede wszystkim z pracowitością, ale jej niedawny pomysł przeszedł oczekiwania wszystkich. Otóż przy pomocy najpopularniejszych modeli AI stworzyła 21 fikcyjnych pseudonimów i ponad 200 powieści, a to wszystko w ciągu zaledwie roku. Co więcej, sprzedała aż 50 000 egzemplarzy i zarobiła sześciocyfrową kwotę. Gdy sprawa wyszła na jaw, platforma Amazon wprowadziła obowiązek deklaracji, czy książka została wygenerowana przy pomocy AI. Chodziło o to, żeby zyskać kontrolę nad skalą zjawiska.
Dlaczego Coral Hart poszło tak łatwo? Otóż gatunki takie jak romans, thriller czy fantasy pulp są szczególnie podatne na automatyzację, ponieważ:
- → zazwyczaj charakteryzują się silnie schematyczną strukturą fabularną,
- → są produkowane szybko i masowo,
- → miłośnicy tego typu literatury mają przewidywalne upodobania.
Skąd sztuczna inteligencja pozyskuje dane?
Modele językowe pracują na podstawie danych, które dostarczy im człowiek. Oznacza to, że podobnie jak my potrzebują pewnego rodzaju inspiracji.

Zmierzyła się z tym bestsellerowa autorka romansów Marie Force, która odkryła, że ponad 80 książek, które napisała, bez jej wiedzy znalazło się w danych treningowych Claude. Sprawa szybko nabrała tempa i stała się częścią większego sporu między pisarzami a firmami zajmującymi się AI. W rezultacie w 2025 roku firma Anthropic, twórca Claude, podpisała ugodę i zgodziła się zapłacić 1,5 miliarda dolarów poszkodowanym autorom oraz wydawcom.
Czy ludzie wolą AI?
Na takie pytanie postanowili odpowiedzieć naukowcy z Cornell University. Przeprowadzono tam badanie nad literackimi możliwościami modeli językowych. Porównano teksty stworzone przez zawodowych pisarzy z fragmentami wygenerowanymi przez AI, które miały naśladować style 50 nagrodzonych autorów. Zauważono, że w momencie, gdy modele korzystały tylko z promptów, eksperci oceniali, że jest gorzej, z kolei przy dostarczeniu AI pełnych dzieł jako inspiracji sytuacja diametralnie się zmieniała. Eksperci częściej preferowali teksty stworzone przez sztuczną inteligencję. Co więcej, rzadziej udawało im się jednoznacznie określić, kto napisał dany fragment.
Pokazuje to jasno, że rozwój modeli trenowanych na twórczości konkretnych autorów może w przyszłości mieć realny wpływ na rynek literacki i stać się ważnym argumentem w sporach o wykorzystanie utworów chronionych prawem do trenowania AI.
Wszyscy trochę kradniemy?
Obrońcy sztuki generowanej przez sztuczną inteligencję odpierają zarzuty o przywłaszczanie kreatywności i wiedzy, argumentując, że przecież ludzie robią to samo. Ktoś już przecież narysował drzewo, nagrał film o kosmitach albo zagrał utwór z wykorzystaniem konkretnych akordów. Wszystko zatem jest pewnego rodzaju coverem i bardzo ciężko, w sferze szeroko rozumianej sztuki, stworzyć coś całkowicie unikalnego. Patrząc na całą sprawę racjonalnie, ciężko się z tym nie zgodzić.

W świecie AI młodzi autorzy muszą krzyczeć głośniej
W dobie dzieł generowanych przez AI trudno jest przebić się komuś, kto nie ma renomy i dopiero wychodzi do świata ze swoją sztuką. Jego głos jest najzwyczajniej w świecie zagłuszany sztucznymi tworami. Oznacza to, że wielu obiecujących twórców może być zmuszonych do zrezygnowania z drogi artystycznej ze względu na zalew treści, z jakim muszą na co dzień konkurować. Taki jest koszt wprowadzania na szeroką skalę sztucznej inteligencji i, chcąc nie chcąc, musimy go zapłacić. Podobnie sytuacja wygląda ze „średniakami”, którzy nie tworzą niczego przełomowego, ponieważ w świecie generowanych treści większe znaczenie mają marka autora i rozpoznawalność niż sama jakość dzieła.
AI jeszcze nie napisze „Władcy Pierścieni”
Na razie sztucznej inteligencji daleko do geniuszu Tolkiena, ale z romansami radzi sobie już zaskakująco dobrze. Oczywiście widać pewne niedoskonałości, dziwne konstrukcje zdaniowe oraz wymyślone na poczekaniu frazeologizmy, ale mimo wszystko ponad 50 000 czytelników dało się nabrać. Kto więc wie, co przyniesie przyszłość i czy za kilka lat nie będziemy wpisywać komendy: Napisz mi książkę science fiction, której historia rozgrywa się na Marsie, a motywem przewodnim są podróże w czasie, by za chwilę cieszyć się 250-stronicowym dziełem nieodbiegającym jakością od powieści Isaaca Asimova?

Mam refleksję, która może Ci się nie spodobać
Od kilkunastu lat zawodowo zajmuję się pisaniem. Najczęściej jako copywriter, choć publikowałem też komiksy i opowiadania. Rozwój AI śledzę więc nie tylko jako obserwator, ale też ktoś, kto pracuje słowem. Na początku (podobnie jak większość) byłem oburzony, co zapewne powodował strach o moją zawodową (i nie tylko) przyszłość. Na rynku pojawił się nowy, bardzo silny gracz i szybko zaczęto powtarzać, że lada moment pozamiata tę branżę. Coś z tych przewidywań rzeczywiście się sprawdziło – sam straciłem kilka zleceń, a nowych copywriterów w branży pojawia się dziś znacznie mniej. Na rynku zostali głównie najlepsi albo po prostu najwytrwalsi.
Oprócz tego, że tworzę, jestem też odbiorcą sztuki. Gdy patrzę na sprawę z tej perspektywy, wszystko jest nieco mniej skomplikowane. Tak naprawdę jest mi całkowicie obojętne, kto napisał daną książkę lub skomponował utwór. Może to brzmieć jak herezja, ale szukam przede wszystkim jakości. Jeśli coś jest dobre, to jakie znaczenie ma autor?
Nie mam złudzeń, że rozwój AI dla niektórych będzie bolesnym procesem. Nie wierzę też w mrzonki o powstawaniu nowych zawodów. Już dzisiaj widać, że są branże, które zwalniają ludzi i zastępują ich sztuczną inteligencją. Może to budzić sprzeciw, ale tego procesu nie da się już zatrzymać.
Quo vadis, sztuko?
Tego nie wie nikt. Patrząc jednak na tempo rozwoju technologii, nie zapowiada się, żeby wielkie koncerny wyhamowały. Jeśli generowanie treści przez AI będzie tańsze, to prędzej czy później stanie się to masowe.
Być może jednak pójdziemy po rozum do głowy i zaczniemy korzystać z tej technologii odpowiedzialnie, bez spychania człowieka i jego kreatywności na margines. Chciałbym w to wierzyć, ale wszystko wskazuje jednak, że jesteśmy na początku niespotykanej wcześniej rewolucji. W historii ciężko znaleźć przypadek, gdy nowe narzędzia oglądały się na dobro starych zawodów. Zwykle stawiają sprawę jasno: dostosuj się albo zniknij.
Ja wybieram to pierwsze, a ty?