LOVE DROP – czy komedie romantyczne umarły razem z naszą wiarą w miłość? | Szkoła biznesu Laba
SKVOT MAG

LOVE DROP – czy komedie romantyczne umarły razem z naszą wiarą w miłość?

Hollywood przestało wierzyć w miłość, a my razem z nim. Prawda jest brutalna: happy end przestał być sexy, a miłość w kinie już nie sprzedaje się tak dobrze jak wybuchy.

LOVE DROP – czy komedie romantyczne umarły razem z naszą wiarą w miłość?
card-photo

BASIA GRUBA

Redaktorka SKVOT MAG
13 lutego, 2026 Film Artykuły

Co jakiś czas internet odprawia komediom romantycznym pogrzeb. Zawsze wygląda to podobnie: ktoś wrzuca kadr z Masz wiadomość albo scenę z taksówką z Jak stracić chłopaka w 10 dni, wszyscy wzdychają do czasów, kiedy miłość miała swój budżet, a potem pada pytanie: „dlaczego dziś nie robi się już takich filmów?”. Odpowiedź jest mniej memiczna, a bardziej… ekonomiczna. I trochę smutna. Ale nie jest to nekrolog.

Komedia romantyczna nie umarła. Ona zmieniła adres. Z kina przeniosła się do streamingu, wstydliwie schowała pod innymi gatunkami i przestała być „pewniakiem” dla dużych studiów. A my, widzowie, też się zmieniliśmy: jesteśmy bardziej cyniczni, bardziej świadomi klisz, bardziej zmęczeni „realizmem” życia uczuciowego. A jednocześnie dalej chcemy tej samej rzeczy: opowieści, która daje ulgę i nadzieję, że chaos relacji da się jakoś ułożyć w sensowną historię.

Złota era: kiedy komedia romantyczna była chlebem powszednim

Dwadzieścia lat temu komedia romantyczna była dla branży filmowej tym, czym kawa dla biura: szybka, przewidywalna, wszyscy udają, że nie potrzebują, a i tak bez niej nie da się funkcjonować. To były filmy „średniego budżetu”, wystarczająco duże, żeby wyglądać jak wydarzenie, i wystarczająco „codzienne”, żeby widz miał poczucie, że ogląda coś o życiu, tylko w wersji, w której wszyscy są 10/10 i mają czas na rozmowy na ulicy w złotej godzinie.

Takie tytuły nie tylko bawiły, one uczyły społecznych reguł randkowania. Odrzucenie, wstyd, flirt, „meet-cute”, wielki gest: to była popkulturowa instrukcja obsługi miłości. Komfortowa, czasem naiwna, ale wspólna.

Co się stało? Krótko: pieniądze i system

Spadek liczby komedii romantycznych nie wynika z tego, że ludzie nagle przestali lubić miłość na ekranie. Problem w tym, że przemysł przestał lubić ryzyko „małych” hitów. Średniobudżetowe filmy zostały zmiażdżone między dwoma walcami:

  • →   blockkbustery i franczyzy, które dają studiom szansę na gigantyczny zwrot,
  • →   streaming, który zmienił sposób dystrybucji i logikę opłacalności.

Kiedy studia zaczęły grać głównie o miliardy, komedia romantyczna, zwykle bez efektów specjalnych i bez „uniwersum”, przestała być atrakcyjna na poziomie Excela. Do tego doszedł efekt błędnego koła: mniejsza inwestycja → mniej promocji → słabszy wynik → jeszcze mniejsza inwestycja.

Dlaczego nowe komedie romantyczne często nie są „tak dobre”?

To nie jest kwestia tego, że dzisiejsi twórcy „nie umieją w komedie romantyczne”. Częściej: nie mają warunków, żeby dowieźć film, który ma styl, serce i rzemiosło.

Mniej czasu i troski o craft

W klasykach czuć było dopracowanie: dialog, rytm scen, kostium, muzyka, obsada, „chemia” między bohaterami. To nie są dodatki, to jest silnik komedii romantycznej. Jeśli film wygląda jak produkt, widz też go tak konsumuje: szybko, bez przywiązania, bez chęci powrotu.

Wstyd przed byciem komedią romantyczną

Wiele nowych filmów zachowuje się tak, jakby przepraszało za to, że jest romantyczne. Zamiast emocji dostajemy mruganie do kamery i cynizm. Kiedy historia nie wierzy w swój własny finał, widz też nie wierzy.

„Realizm”, który zabija romans

Twórcy próbują opowiadać o miłości „jak dziś”, czyli: aplikacje, ghosting, suchy texting, lęk przed zaangażowaniem. Tyle że ekran nie jest terapią grupową. Komedia romantyczna działa wtedy, kiedy balansuje prawdę o relacjach z fantazją, a nie kiedy robi z randkowania raport o stanie cywilizacyjnym.

Kryzys męskich gwiazd komedii romantycznych

Pada argument, że aktorki chętnie grają w komediach romantycznych, a aktorzy częściej uciekają do kina akcji lub „poważnych ról”. To realnie zmienia pulę castingową. A komedia romantyczna bez charyzmatycznej pary to jak komedia bez timingu: teoretycznie się da, praktycznie boli.

Czy romans w kinie umarł, czy tylko ewoluował?

Ewoluował, i to na dwa sposoby.

Po pierwsze: komedia romantyczna przeniosła się na streaming.

Netflix i inne platformy produkują mnóstwo romansów i komedii romantycznych, tylko że ich model premiuje ilość i „oglądalność”, a niekoniecznie ponadczasowość. Dostajemy więc dużo tytułów, które są jak fast food: spełniają potrzebę „czegoś lekkiego”, ale nie zostają w kulturze.

Przykłady z ostatniej dekady, które zbudowały widownię właśnie na streamingu:

Swatamy swoich szefów (2018) – często przywoływany jako nowoczesna komedia romantyczna, która rozumie formę,
Ktoś wyjątkowy (2019),
•seria Do wszystkich chłopców, których kochałam (2018-2021) – ogromny wpływ na młodszą publiczność, nawet jeśli nie wszyscy uznają ją za jakościowy wzorzec.

Po drugie: komedia romantyczna zaczęła się mieszać z innymi gatunkami.

Współczesne kino często „przemyca” romans do akcji, dramatu czy kina autorskiego. Stąd filmy, które mają DNA komedii romantycznej, ale nie chcą się tak nazwać, bo łatka komedii romantycznej bywa traktowana jak coś mniej prestiżowego. Przykłady z lat 2022-2024, o których mówi się w tym kontekście:

Kaskader (romans w „kostiumie” filmu akcji),
Hit Man (2024) – opisywany jako film, w którym napięcie romantyczne jest sercem historii, nawet jeśli marketing tego nie krzyczał,
Na samą myśl o Tobie (2024) – streamingowy hit o wyraźnie romantycznej osi.

Czy stare komedie romantyczne nam wystarczają, czy chcemy nowych historii?

Stare tytuły są jak koc: znasz każdy zaciągnięty szew, a i tak się nim przykrywasz, bo działa. Do tego dochodzi nostalgia, dziś szczególnie silna, bo współczesna miłość bywa męcząca i „odromantyzowana” przez aplikacje, tempo życia i komunikację.

Ale jednocześnie same klasyczne komedie romantyczne nie wystarczą, bo:

•nie opowiadają o dzisiejszych realiach (albo opowiadają o nich w sposób, który już nie działa),
•mają swoje problemy (ograniczoną reprezentację, normy urody, stereotypy),
•a przede wszystkim: kultura potrzebuje nowych wspólnych historii. Bez nich komedia romantyczna przestaje być „językiem pokolenia”, a staje się muzeum cytatów.

Dlatego tak ważne są filmy, które próbują być współczesne, ale nie wstydzą się emocji i formy:

Sparowani (2019),
Palm Springs (2020) – romans + koncept,
Ulica Rye Lane (2023) – świeższa energia,
•oraz kinowe próby „powrotu do zabawy”: Bez urazy (2023) i Tylko nie ty (2023), które, niezależnie od ocen, pokazały, że publiczność nadal chce tych emocji.

Swoją drogą, Tylko nie ty jako kinowy „sleeper hit” jest dowodem, że komedia romantyczna w sali kinowej nie jest niemożliwa. Jest po prostu trudniejsza w świecie, w którym wszystko musi być wydarzeniem.

Co musiałoby się stać, żeby komedia romantyczna wróciła „na serio”?

Nie potrzebujemy „komedii romantycznej, która uratuje kino”. Potrzebujemy warunków, w których da się robić dobre filmy.

Większy szacunek do rzemiosła: scenariusz, dialog, casting, muzyka, kostium – to nie jest ozdoba.
Odwaga, żeby być romantycznym bez ironii: widzowie nie mają alergii na uczucia, mają alergię na fałsz.
Lepszy model finansowania średniego budżetu: bo komedia romantyczna nie powinna udawać blockbustera, żeby dostać zielone światło.
Nowe historie, nie tylko nostalgiczne cytaty: widz chce czegoś, co da mu to samo ciepło, ale w języku 2026 roku.

W niektórych tekstach przewijają się też nadzieje na „renesans” dzięki zapowiadanym tytułom (np. adaptacjom i kolejnym dużym romansowym projektom w 2026). To może pomóc, o ile nie skończy się na kampanii marketingowej bez serca w środku.

To już napisy końcowe czy dopiero drugi akt?

Komedia romantyczna nie jest martwa. Jest w zastoju między kinem a streamingiem, nostalgią a cynizmem, „eventowością” a potrzebą prostych historii o miłości. A my, mimo całej naszej ironii, dalej szukamy opowieści, które uczą, jak flirtować, jak przegrywać, jak wracać do siebie, jak podnosić się po porażkach i próbować jeszcze raz.

Miłość w kinie nie zniknęła. Po prostu musi znów dostać budżet, czas i odrobinę bezwstydnej wiary w to, że happy end nie jest przestępstwem.