Czy papugi noszą futrzane czapki? – rzecz o projektowaniu witryn sklepowych | SKVOT
SKVOT MAG

Czy papugi noszą futrzane czapki? – rzecz o projektowaniu witryn sklepowych

Rozmawiamy z Malwą Rytych z Windows Stories o tym, jak zamienić witrynę w sklepową w dzieło sztuki, które zatrzymuje przechodniów w biegu.

Czy papugi noszą futrzane czapki? – rzecz o projektowaniu witryn sklepowych
card-photo

Natalia Roś

Dziennikarka SKVOT MAG

7 października, 2025 Projektowanie wnętrz Artykuły

Projektowanie witryn sklepowych w Polsce to wciąż nisza, ale dla tych, którzy wchodzą w ten świat, otwiera nieograniczoną przestrzeń kreatywności.

Malwa Rytych z Window Stories zaczynała od wnętrz, ale prawdziwą wolność odkryła za szybą witryn sklepowych. To tu może pozwolić sobie na fantazję i eksperymentowanie ze sztuką opowiadania. Dziś tworzy witryny dla marek takich jak Lukullus, Galilu czy Hermès, pokazując, że w tej niszy każdy detal ma znaczenie, a kreatywność nie zna granic.

Skąd wzięła się Twoja pasja do projektowania witryn sklepowych?

Zaczynałam od projektowania wnętrz. To była moja pierwsza droga w świecie kreatywnym. Na studiach zobaczyłam pewnego dnia witrynę Louis Vuitton – i to był moment przełomowy. Pomyślałam wtedy: To jest piękne. Ja też chcę to robić. W projektowaniu witryn urzekła mnie wolność i swoboda twórcza, której często brakowało mi na zajęciach. Tu mogę pozwolić sobie na fantazję, na przykład dyskutować z klientem, czy papugi w aranżacji powinny mieć futrzane czapki, zamiast zastanawiać się nad tym, jaki kolor powinna mieć klamka w drzwiach od sypialni. To właśnie ta lekkość i nieograniczone możliwości wyobraźni sprawiły, że zakochałam się w tej profesji. 

Czy od razu, wraz z pomysłem na projektowanie witryn, pojawiła się też decyzja o założeniu własnego studia?

Nie, to był proces. Najpierw musiałam w ogóle zgodzić się sama ze sobą, że projektowanie witryn to właśnie moja droga. Zrobiłam licencjat z projektowania wnętrz, a potem – trochę zmęczona wymagającymi studiami – trafiłam do agencji reklamowej, do działu produkcji, czyli zupełnie poza swoją branżą. Następnie wyjechałam na studia magisterskie z Retail Design do Barcelony. To było niesamowite doświadczenie, miałam okazję pracować z najlepszymi w swoich dziedzinach, tworzyć i uczyć się projektowania w praktyce. Równolegle, po godzinach, zaczęłam sama eksperymentować z projektowaniem witryn. Stworzyłam m.in. projekty dla takich marek jak Dior, Agent Provocateur czy Christian Louboutin. Do dziś mam przed oczami witrynę dla Agent Provocateur, w której głównym elementem była płonąca tęcza z placu Zbawiciela, dla mnie absolutna agentka-prowokatorka. Od razu poczułam, że to jest dla mnie naturalne, przyjemne i satysfakcjonujące zajęcie. Po powrocie z Barcelony wiedziałam jednak, że utrzymywanie się tylko z projektowania witryn to ryzykowna decyzja. Wróciłam więc do pracy w agencji, ale równocześnie rozwijałam swoje projekty. Po półtora roku postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i od tamtej pory zajmuję się wyłącznie witrynami.

HERMÈS/Luty 2023/Warszawa/Fot. Marysia Miklaszewska

Na ile w projektowaniu witryn jest przestrzeni dla wolności i kreatywności, a na ile liczy się aspekt marketingowy i sprzedażowy?

Najpiękniejsze w tej pracy jest to, że wolność twórcza towarzyszy mi właściwie na każdym etapie. Oczywiście zawsze zaczynamy od briefu, mamy słowa-klucze i kierunek, wokół którego krążymy, ale w samym procesie projektowania nie czuję ograniczeń. Zdarza się, że klient odrzuci którąś z zaproponowanych opcji, jednak to wciąż nie jest dla mnie zamykanie drzwi, tylko naturalna selekcja. Największa satysfakcja przychodzi w momencie realizacji, bo projekt często w pełni „ożywa” dopiero wtedy, gdy zostaje zamontowany w witrynie. I to jest dla mnie dowód, że mimo tego, że witryna sklepowa jest częścią przemyślanego wizerunku marki, ja pracuję w pełnej swobodzie twórczej.

Który z Twoich projektów najbardziej zapadł Ci w pamięci?

Pierwszym kamieniem milowym była dla mnie witryna przygotowana dla Galilu: pełna papierowych kwiatów. To jedna z moich pierwszych realizacji, a jednocześnie projekt, który sprawił, że zaufał mi kolejny klient: cukiernia Lukullus z tej samej ulicy. To doświadczenie pokazało mi, że witryny żyją w przestrzeni miasta – nie wozi się ich na spotkania z klientami, tylko same wchodzą w interakcję z przechodniami i ich reakcjami. Współpracę z Lukullusem kontynuuję do dziś i właśnie z nimi stworzyłam jeden z moich ulubionych projektów: Love Machine, witrynę walentynkową, z którą dostałam się do finału konkursu w Amsterdamie. W centralnym punkcie umieściłam starą maszynę do pisania, z której wysuwały się romantyczne cytaty o miłości. Stała na ryzach papieru, symbolicznie zamieniając pustą kartkę w coś najcenniejszego na świecie. Produkcyjnie, koszt niemal zerowy, poza zakupem maszyny i papieru. Storytellingowo, strzał w dziesiątkę, bo opowiadałam o miłości bez kiczu w postaci serduszek i amorków. 

Sklep: Cukiernia Lukullus/ Luty 2019/Warszawa/Fot. Marysia Miklaszewska

Ten projekt przyniósł mi klienta-marzenie: markę Hermès. I to była już prawdziwa jazda bez trzymanki! Praca z wieloma podwykonawcami, druk 3D, szaleńcze tempo realizacji… Do dziś pamiętam dzień otwarcia: okazało się, że użyty klej nie wytrzymał, elementy się rozciągnęły i pofalowały. Musiałam zdemontować witrynę, która już była w oknach (do najmniejszego elementu!), wymienić panele z pofalowaną tkaniną i zamontować wszystko na nowo. Efektem była monumentalna głowa konia z grzywą zamienioną w burzliwą falę, inspirowana Odyseją. Dla mnie ten projekt to dowód, jak bardzo witryna może stać się opowieścią. Zaliczyłam przy tym projekcie wielkie otwarcie i dwa montaże… A mój kolejny kamień milowy? Mam nadzieję, że będzie nim projekt z zagranicy.

Sklep: Hermès/Lipiec 2021/Warszawa/Fot. The Icon Agency

Jakie zadania spełnia witryna sklepowa? To tylko przyciąganie klientów do środka, czy może także element miejskiej architektury?

Witryna jest częścią marketingu – wpływa na odbiór marki i jej pozycjonowanie. Dobrym przykładem jest moja niemal dziesięcioletnia współpraca z Lukullusem. Klienci przyzwyczaili się już, że w ich witrynach świątecznych zawsze pojawia się jakaś historia. To buduje oczekiwanie i relację odbiorców z marką. Ale ja sama nie projektuję pod KPI. Nie interesują mnie tabelki z wynikami, jedyne zadanie, jakie dostaję, to stworzyć coś pięknego. Chodzi o to, by przechodzień nie mógł przejść obok obojętnie, żeby zatrzymał się przy szybie, zaciekawił się. To taka mała scenografia, fragment opowieści, która staje się częścią tkanki miasta.

Sklep: The Odder Side x Charlotte/Grudzień 2021/Warszawa/Fot. Maria Miklaszewska

Jak popularne jest projektowanie witryn w Polsce na tle zagranicy?

Projektowanie witryn w Polsce wciąż pozostaje niszą. Wynika to m.in. z tego, że nie mamy wielu sklepów czy restauracji z takimi witrynami, które nadawałyby się do większej ekspozycji. Pracuję więc głównie na budżetach lokalnych. Nie porównywałabym tego z Zachodem, gdzie funkcjonuje wręcz cała kultura wokół witryn sklepowych. Dla przykładu, w Nowym Jorku odsłonięciu świątecznych witryn w domu handlowym Bergdorf Goodman towarzyszą koncerty, happeningi, poczęstunki. To wydarzenie społeczne, które przyciąga tłumy. Marzy mi się, żeby Warszawa miała więcej ulic handlowych z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko galerie handlowe. Dzięki temu ludzie częściej spacerowaliby po mieście, wchodzili w interakcje i mieli okazję doświadczać takich projektów.

Gdzie obecnie można zobaczyć Twoje witryny?

Najlepiej wybrać się na spacer po Warszawie. Na Mokotowskiej zapraszam do butiku Annabelle Minerals, przy placu Zbawiciela – do Inter Optic, a w Elektrowni Powiśle można zobaczyć moją realizację dla Galilu. Poza stolicą warto zajrzeć do Poznania, do hotelu Blow Up Hall, gdzie również znajdziecie moje projekty.