Karina Nicińska: „Cieszę się, kiedy ktoś mówi, że moje audycje przypominają rozmowy w kuchni na imprezie” | Skvot — szkoła dla kreatywnych
SKVOT MAG

KARINA NICIŃSKA: „CIESZĘ SIĘ, KIEDY KTOŚ MÓWI, ŻE MOJE AUDYCJE PRZYPOMINAJĄ ROZMOWY W KUCHNI NA IMPREZIE”

Karina Nicińska, dziennikarka RMF MAXX, z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży radiowej, opowiada o tym, jak odnaleźć własny głos, budować autentyczne rozmowy i wyróżnić się na antenie.

KARINA NICIŃSKA: „CIESZĘ SIĘ, KIEDY KTOŚ MÓWI, ŻE MOJE AUDYCJE PRZYPOMINAJĄ ROZMOWY W KUCHNI NA IMPREZIE”
card-photo

Natalia Roś

Dziennikarka SKVOT MAG

10 września, 2025 Muzyka Artykuły

Za mikrofonem Karina Nicińska, prowadząca kurs Zostań prezenterem radiowym, odnajduje to, co w radiu najważniejsze: autentyczną rozmowę z ludźmi. Dziennikarka RMF MAXX od lat łączy rzetelny research, reporterskie doświadczenie i pasję do muzyki, tworząc audycje, w których treść i twórczość gości liczą się bardziej niż efekciarskie pytania. W swojej pracy stawia na dialog, a nie odpytywanie – tak, by każda rozmowa była naturalna, angażująca i pełna prawdziwych muzycznych historii. 

Nam opowiada, jak buduje swój styl, przygotowuje się do programów i wyróżnia na antenie, dbając o głos i energię, które przyciągają słuchaczy.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z radiem?

Czysty przypadek! Do radia trafiłam, gdy miałam 16 lat i byłam w pierwszej klasie liceum. Na lekcji języka niemieckiego zapytałam koleżankę, co robi po południu, a ona odpowiedziała, że idzie na casting do radia. Poszłam więc z nią.

To był ogromny casting, jeden z tych legendarnych, o których później jeszcze długo rozmawialiśmy w radiu akademickim Index w Zielonej Górze – tam właśnie stawiałam swoje pierwsze kroki. Na casting przyszło ponad 200 osób. Najpierw trzeba było wypełnić kwestionariusz, później odbyła się rozmowa z szefem newsroomu i prezenterem radiowym. Pytali mnie m.in. o mocne i słabe strony. Jedno z pierwszych pytań – „Co tu robi twój rocznik?!” – okazało się świetnym przełamaniem lodów, bo przerodziło się w dyskusję o tym, czym powinno być współczesne radio. Mówiłam jako słuchaczka: czego mi w radiu brakuje i dlaczego nie znajduje tam miejsca dla siebie. Myślę, że właśnie tym wygrałam tę rozmowę – odważnie powiedziałam, co myślę, i od razu zaproponowałam swoje rozwiązania.

Potem dostałam kartkę i długopis: pięć minut na przygotowanie wejścia antenowego. Miałam nawiązać do tego, co wcześniej powiedziałam – że jadąc rano z mamą do szkoły potrzebuję energii, a tymczasem playlisty były melancholijne. Przygotowano mi piosenkę „Paranoid” Black Sabbath i spróbowałam! To wystarczyło, żeby przejść do kolejnego etapu.

Następnie spotkałam się z dyrektorem muzycznym, który prowadził listę przebojów. Wtedy naprawdę się zestresowałam – wystraszyła mnie konsoleta i oprogramowanie. Wyszłam z myślą: „Chyba to jednak nie dla mnie…”. Na szczęście miałam starszą koleżankę z liceum, która już tam pracowała. Powiedziała, że wszystkiego mnie nauczy i pokaże krok po kroku. Wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, z której skorzystałam – przez kilka miesięcy przychodziłam w weekendy, siadałam z nią w studiu i uczyłam się wszystkiego od podstaw.

Jak wyglądały Twoje pierwsze dni w radiu? Co było dla Ciebie największym wyzwaniem, a co najbardziej Cię zaskoczyło?

Standardowa droga młodego radiowca zwykle zaczyna się w newsroomie – w dziale informacji. To tam uczy się zbierania newsów, nagrywania, montażu i przygotowywania treści merytorycznych, które później bardzo przydają się w pracy prezentera. Ja ten etap początkowo pominęłam, bo weekendy spędzałam z moją koleżanką przy antenie. Newsroom wrócił do mnie dopiero później, ale na starcie od razu byłam przygotowywana do roli prezenterki i dużą część czasu spędzałam na żywo w radiu.

Największym wyzwaniem była dla mnie strona techniczna. Pamiętam, jak przygotowywałam jedno z pierwszych nagrań do programu. Sam program trwał cztery godziny, a mój montaż – czyli zgranie wejść antenowych z muzyką, jinglami i fliperami – zajął mi… osiem godzin! To była dla mnie szkoła cierpliwości i dokładności, ale jednocześnie ogromna satysfakcja, kiedy wreszcie usłyszałam efekt końcowy.

Czy na studiach zdobyłaś wiedzę, która okazała się naprawdę przydatna w pracy radiowej?

Na początku w ogóle nie zakładałam, że radio stanie się moją zawodową drogą. Pierwotnie miałam zostać stomatologiem, ale ostatecznie skończyłam pielęgniarstwo – w moim mieście nie było wtedy kierunku lekarskiego. Podczas studiów zaglądałam do radia tylko w weekendy, bo na co dzień nie miałam na to czasu.

Po pewnym czasie dotarło do mnie jednak, że chciałabym skończyć kierunek związany z muzyką, najlepiej z realizacją dźwięku. Praca na konsoletach i świat produkcji dźwiękowej od zawsze mnie fascynowały. Zaaplikowałam więc na reżyserię dźwięku w Poznaniu. Nie było łatwo się dostać – pamiętam aulę wypełnioną dwoma tysiącami osób i naprawdę wymagające egzaminy ze słuchu. To były chyba najtrudniejsze egzaminy, jakie zdawałam w życiu! System punktacji opierał się na odsłuchu – nawet jeśli miało się dużą wiedzę, brak wytrenowanego słuchu mógł znacząco obniżyć wynik.

Dziennikarstwo z kolei traktowałam jako dopełnienie – przypieczętowanie wiedzy i praktyki zdobytej w radiu. Zamiast pójść do pracy w szpitalu, postanowiłam spróbować swoich sił właśnie w radiu, ale nie jako prezenterka. Zgłosiłam się na rekrutację do Radia Plus Zielona Góra na stanowisko reportera. Byłam ciekawa, jak sprawdzę się w krótkich formach, w pracy z informacją i w przygotowywaniu serwisów. To doświadczenie bardzo poszerzyło moje spojrzenie na media.

Kto był Twoim radiowym wzorem albo mentorem? Czy jest jakaś audycja lub prowadzący, którzy ukształtowali Twój styl?

Nie wskazałabym jednej konkretnej osoby – to raczej zbiór inspiracji, które zbierałam przez lata. Dorastałam jako słuchaczka RMF FM. Pamiętam wakacje spędzane z rodzicami – radio było włączone codziennie, a głosy prezenterów doskonale zapadały mi w pamięć. Do dziś kojarzę na przykład Darka Maciborka prowadzącego listę przebojów. Teraz mam ogromną przyjemność pracować z Kasią Sobiechowską-Szuchtą, dziennikarką zajmującą się kulturą. Moje ucho zawsze zatrzymywało się właśnie na tym obszarze, więc współpraca z nią to dla mnie duża wartość. Jeśli zaś chodzi o rozmowy z artystami, ogromnie inspiruje mnie Agnieszka Szydłowska. Podziwiam, jak przygotowuje się do spotkań – i że to są prawdziwe rozmowy, a nie tylko wywiady. To coś, co sama staram się realizować w swojej pracy: budować dialog, a nie odpytywać.

Kiedy poczułaś, że znalazłaś swój własny styl i głos w radiu?

Od słuchaczy często słyszę, że brakowało im właśnie rozmów, a nie kolejnych wywiadów. Dla mnie rozmowa to spotkanie dwóch osób, które są zaangażowane, słuchają się nawzajem i mają równą przestrzeń do dzielenia się wiedzą i doświadczeniem. Chciałam się wyróżnić, nie tylko sposobem prowadzenia, ale też treścią – sięgam po tematy dotyczące twórczości, wartości, sposobu postrzegania świata, zamiast skupiać się wyłącznie na prywatnym życiu gości, co stało się dziś bardzo powszechne. Cieszę się, kiedy ktoś mówi, że moje audycje przypominają rozmowy w kuchni na imprezie – szczere, naturalne, toczące się o życiu i o sztuce. Nie zależy mi na tym, żeby były clickbaitowe czy cytowane w nagłówkach portali. Najważniejsze jest, żeby była w nich treść.

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy w radiu?

Od poniedziałku do piątku prowadzę w RMF MAXX pasmo towarzyszące Byle do obiadu – od godziny 9.00 do 13.00. To program mocno związany z lokalnymi ośrodkami, więc muszę być świetnie przygotowana pod kątem wiedzy o tym, co dzieje się w poszczególnych regionach. Wymaga to researchu, przetwarzania informacji, dopasowania treści do playlisty muzycznej i umiejętnego spuentowania całości.

Po zakończeniu programu, czyli po 13.00, siadam do pracy nad kolejnym wydaniem. Część prezenterów przygotowuje się przed wejściem na antenę, część po. A mi zdarza się i tak i tak. Zaczynam dzień od przejrzenia wszystkich serwisów informacyjnych, portali i tematów, nad którymi pracują nasi reporterzy. To daje mi solidną bazę.

Poza tym tworzę też własny program Próba Mikrofonu, emitowany w niedzielne wieczory o 22.00. To audycja poświęcona nowościom muzycznym i rozmowom z artystami. Kiedy kończę przygotowania do programu codziennego, siadam do muzyki – odsłuchuję wszystkie nowości, które spływają do mnie różnymi kanałami, umawiam wywiady i przygotowuję pytania do rozmów, które mam zaplanowane na kolejne dni.

Czy masz jakieś rytuały albo przesądy, które towarzyszą Ci tuż przed wejściem na antenę?

Nie mam typowych radiowych przesądów, ale mam swój rytuał – zawsze prowadzę program na stojąco. Walczyłam o to, żeby po remoncie biura moje stanowisko było wyposażone w biurko z regulacją wysokości. Dzięki temu mogę usiąść, kiedy mam ochotę, ale prawda jest taka, że niemal zawsze stoję. Nie wyobrażam sobie prowadzenia audycji na siedząco – wtedy energia jest zupełnie inna. Stojąc, łatwiej mi się ruszać, gestykulować, a to sprawia, że naturalnie wkładam w program więcej ekspresji.

Jak dbasz o swój głos na co dzień?

Głos to moje podstawowe narzędzie pracy, więc staram się o niego dbać każdego dnia. Już w drodze do radia robię krótką rozgrzewkę – zaczynam od prostego mruczenia, a potem przechodzę do typowych ćwiczeń rozśpiewkowych. Dzięki temu głos staje się bardziej elastyczny i przygotowany do kilku godzin na antenie. Wiem, że niektórzy radiowcy stawiają na klasyczne łamańce językowe, ale ja mam swój sposób – rap. Polskie kawałki są w tym niezastąpione: mają świetny rytm, szybkie tempo i wymagają dobrej dykcji.

Czy uważasz, że w erze podcastów i TikToka radio wciąż ma swoją wyjątkową rolę?

Zdecydowanie tak – i myślę, że to się odbywa dwutorowo. Z jednej strony jestem radiowcem, z drugiej – podcasterką, więc widzę to z obu perspektyw. Jeśli przyjrzymy się najpopularniejszym formom internetowym, takim jak podcasty czy krótkie treści wideo, to dla radia wcale nie jest to nic nowego. My robiliśmy to od lat – może po prostu wcześniej mniej to pokazywaliśmy.

Podcasty, czyli długie formy rozmów i wywiadów, to przecież coś, co w radiu istniało od dawna. Teraz tylko przybrało nową nazwę i zyskało inną dystrybucję. Podobnie z formatami audiowizualnymi – one nie zastępują radia, ale raczej je uzupełniają. Dzięki nim możemy poszerzać grupę odbiorców, docierać do młodszych słuchaczy i pokazywać, że radio to nie tylko głos, ale też prawdziwi ludzie, z emocjami i energią. To sprawia, że stajemy się bardziej transparentni i bliżsi słuchaczowi.

Jakie rady dałabyś początkującym radiowcom i podcasterom, którzy chcą się wyróżnić i zdobyć wiernych słuchaczy?

Przede wszystkim – szukajcie siebie. Słuchajcie dużo radia, obserwujcie dobre wzorce i uczcie się, w jaki sposób różne stacje komunikują się ze swoimi słuchaczami. Każda stacja ma swój głos i swój format, ale nie chodzi o to, by kopiować czyjś styl – chodzi o to, by znaleźć własną ścieżkę i próbować coś wymyślić od nowa. Patrzcie też na rynek: czego tam jeszcze brakuje? Czego słuchacze mogą szukać, a jeszcze tego nie mają? Szukajcie tego, co jest zgodne z Wami, z Waszymi pasjami i zainteresowaniami. Ważne jest też oswajanie własnego głosu. Nie znam radiowca, który od początku kochałby swój głos – i dobrze, bo przesadne uwielbienie własnego brzmienia bywa słyszalne na antenie i przypomina manierę wokalisty, która przeszkadza w naturalnej rozmowie.

Czy jest rozmowa, gość albo temat, który jest Twoim „radiowym marzeniem”?

Z pewnością marzę o rozmowie z Thomem Yorkiem, PJ Harvey, a także Florence & the Machine – nie ukrywam, że jestem ogromną fanką tej ostatniej.

O co zapytałabyś Florence?

Na pewno zapytałabym, skąd bierze te niesamowite kiecki! (śmiech) A tak całkiem poważnie – to artystka, która naprawdę zawalczyła o siebie, uparcie dążyła do podpisania kontraktu i wydania swojej muzyki. Zadałabym jej więc pytanie o ten upór – czy z biegiem lat zmieniło się jego znaczenie i w jaki sposób wpływa na jej twórczość dzisiaj.