Co roku dostajemy listę „najważniejszych trendów w designie”. Siedem. Dziewięć. Dwadzieścia. Czasem pięćdziesiąt krojów pisma, które „musisz znać w tym roku”. Problem w tym, że im dłuższa lista, tym mniej jasne, co właściwie jest kierunkiem, a co tylko chwilowym wzmożeniem algorytmu.
Trend z definicji dotyczy konkretnego momentu w czasie. Jest „istniejącym w danym momencie kierunkiem rozwoju”. To oznacza jedno: ma datę ważności. Tymczasem systemy identyfikacji wizualnej, marki, komunikacja – to rzeczy projektowane na lata. Jeśli ich rdzeń opiera się na czymś, co działa tylko „teraz”, ryzyko jest oczywiste. Po czasie zostaje estetyka bez znaczenia. Rzecz poprawna formalnie, ale pusta.
Tomasz Bilak, Brand Designer, mówi wprost: projekty oparte wyłącznie na trendach po jakimś czasie stają się nijakie. Nie dlatego, że były brzydkie. Dlatego, że były o czymś chwilowym.
Zobacz 5 najważniejszych insightów z webinaru „Nie każdy trend zasługuje na twój projekt” i zostań do końca, bo tam podpowiemy, jak zdobyć dostęp do całego nagrania.
#1. Trend ma datę ważności. Projekt nie powinien
Jak już wspomnieliśmy, trendy z definicji są osadzone w czasie. To kierunek, który dziś jest czytelny, jutro może już nie działać, a za chwilę stanie się po prostu przezroczysty. Problem nie zaczyna się w momencie, gdy coś jest modne, tylko wtedy, gdy projekt ma udawać, że moda jest sensem. Po czasie takie rzeczy tracą znaczenie: przestajemy pamiętać, o czym były, bo nośnik i język wizualny przestał być aktualny.

Dlatego projektowanie, szczególnie w obszarach, gdzie tworzy się systemy i identyfikacje, nie może bazować na czymś, co za rok może wyglądać jak nieudany skrót myślowy. Trend może się zmienić w drugą stronę, a wtedy zostajesz z formą, która była „ładna”, ale nie miała sensu. I to jest ryzyko, którego nie da się przykryć tym, że „wtedy wszyscy tak robili”.
#2. Context is the queen
To samo zdjęcie, kolor, symbol albo zabieg może komunikować coś zupełnie innego, gdy zmienia się kontekst. Odbiór zależy od tego, gdzie jesteśmy kulturowo, co widzieliśmy wcześniej, jakie mamy skojarzenia, co się wydarzyło społecznie i politycznie, jakie kody mamy „wgrane”. Nawet drobna zmiana detalu (koloru, miny, elementu tła) potrafi przestawić znaczenie projektu na inne tory.
Dlatego kontekst jest ważniejszy niż samo „jak to wygląda”. Jeśli użyjesz środka, który w danym otoczeniu będzie odebrany jako nieuczciwy, sztuczny albo wprowadzający w błąd, to projekt traci zaufanie. Możesz mieć estetykę, ale nie masz komunikacji. A komunikacja – w tej pracy – jest wszystkim: nie tylko obraz, ale też sposób mówienia, forma, przestrzeń, rytm, poziom chaosu albo kontroli.
#3. Funkcja stoi ponad formą
Forma jest ważna, ale nie jest celem. Projektowanie ma sens wtedy, gdy coś komunikuje świadomie: skupia uwagę, buduje zaufanie, ułatwia decyzję, wzmacnia przekaz – albo ostrzega, zachęca, prowadzi odbiorcę. Źle dobrana forma może to wszystko osłabić, nawet jeśli jest zgodna z tym, co „teraz się robi”.

To samo dotyczy narzędzi. Nie ma znaczenia, czy zaczynasz od kartki czy od komputera, jaki masz system i w jakim programie pracujesz – o ile efekt końcowy spełnia cel. Wybór narzędzia ma być dopasowaniem do zadania, a nie szukaniem zadania pod narzędzie. Młotek nie służy do tego, żeby wszędzie szukać czegoś do uderzenia, tylko żeby rozwiązać konkretny problem.
#4. Operator rusza myszką a projektant rusza głową
Gdy praca zaczyna się od trendów, łatwo wpaść w tryb „operatora oprogramowania”: korzystania z gotowych funkcji i efektów, bo są pod ręką i są popularne. Operator robi to, co program umożliwia, często bez wejścia w sens i cel. Dostaje instrukcję, wykonuje, a potem wracają poprawki – bo nie było pytań, nie było doprecyzowania, nie było myślenia przed ruchem myszką.
Projektant działa odwrotnie: zanim ruszy, zbiera informacje, dopytuje, rozpoznaje sytuację, kontekst, funkcję. Podejmuje decyzje i bierze odpowiedzialność za to, co komunikuje. Różnica nie jest w talencie do estetyki, tylko w tym, czy praca opiera się na wykonaniu czy na rozumieniu. I w tym ujęciu AI też nie jest wrogiem: jest narzędziem, z którego można korzystać, jeśli wspiera proces – ale nie zastępuje decyzji, bo decyzję i tak podejmuje człowiek.

#5. Fundamenty są ważniejsze niż feed
Jest mnóstwo rzeczy, które się nie zmieniają i które warto ćwiczyć zamiast gonić za tym, co wyskakuje na Pinterestach i w zestawieniach „trendów na rok”. Hierarchia informacji, kontrast, kompozycja, konsekwencja i spójność, typografia, dostępność – to są elementy stałe. Do tego dochodzi napięcie, ciekawość, decyzja o tym, ile powiedzieć wprost, a ile zostawić odbiorcy do odczytania. To są narzędzia, które działają niezależnie od mody.
Scrollowanie inspiracji potrafi wciągnąć w nieskończoność, ale nie rozwiązuje problemu projektowego samo z siebie. Dlatego ważniejsze od feedu jest myślenie i układanie. Najpierw trzeba wiedzieć, co ma zostać zakomunikowane, w jakiej kolejności, w jakim medium i do kogo, a dopiero potem dobierać środki. W tym sensie fundamenty są tym, co trzyma projekt w czasie, nawet gdy trendy zmieniają się co sezon.
To tylko wybrane wnioski z webinaru „Nie każdy trend zasługuje na twój projekt”. W pełnym materiale prowadzący pokazuje konkretne narzędzia pracy (w tym metodę SCAMPER), opowiada o relacjach z klientami i o tym, jak korzystać z AI tak, żeby było wsparciem procesu, a nie estetyczną kalką.
