Dariusz Gocławski ma ponad 25-letnie doświadczenie w projektowaniu przestrzeni komercyjnych. Jest prezesem zarządu i architektem prowadzącym w pracowni A+D.
W codziennej pracy odpowiada za relację z klientami, nadaje estetyczny i funkcjonalny kierunek projektów oraz zarządza zespołem, dbając o objętą strategię oraz dopełnianie terminów. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzieli się z uczestnikami kursu „Projektowanie wnętrz komercyjnych" w Skvocie.
Porozmawialiśmy z Dariuszem Gocławskim m.in. o:,
- — etapach realizacji projektu wnętrz komercyjnych,
- — sposobach na utrzymanie długofalowej relacji z klientem,
- — inspiracjach i projektach, które szczególnie zapadły w pamięć.
Jak wyglądały Pana początki z projektowaniem wnętrz komercyjnych?
Z wykształcenia jestem architektem inżynierem po Politechnice Warszawskiej. Kiedy zaczynałem w 1998 roku, projektowanie wnętrz komercyjnych nie było popularne. Znalazłem niszę na rynku i najpierw pracowałem w Sony, gdzie odpowiadałem za wizerunek marki i za aranżację wnętrz sklepów firmowych, później w Lee Wranglerze i w Levi’sie.
We wszystkich tych firmach zdobywałem ogromne doświadczenie i brałem udział w wielu unikalnych na naszym rynku szkoleniach. Siłą rozpędu, kiedy zakończyłem pracę w Levi’sie, otworzyłem własną pracownię i zacząłem pomagać dużym firmom wchodzić na polski rynek albo rozwijać swoje sieci.
Moim pierwszym dużym klientem był Adidas. Równolegle nadal współpracowałem z Levisem, z Lee Wranglerem i z Sonym. Drugim dużym klientem była telefonia cyfrowa Era, która przekształciła się później w T-Mobile. Klientów była ponad setka. Projektowałem wnętrza dla dużych i znanych, takich jak PZU, PGNiG, Orlen czy Wittchen, ale robiłem też małe, pojedyncze projekty, jak butiki czy showroomy. Natomiast zawsze robiłem wnętrza komercyjne.

Koncept sieci sklepów i salonów ERA, projekt: A+D
Czy pamięta Pan swój pierwszy projekt wnętrza komercyjnego? Jak ocenia go Pan z perspektywy czasu?
Moim pierwszym projektem sklepowym był sklep z płytami CD. Doskonale go pamiętam i do tej pory uważam, że był to bardzo dobry projekt. Już wtedy rozłożyłem wnętrze na czynniki pierwsze, a co więcej, zwróciłem dużą uwagę na oświetlenie, które w latach dziewięćdziesiątych nie tylko pełniło funkcję użyteczną, ale często było formą dekoracji, które samym kształtem i rozmieszczeniem przekazywało pewne wartości.
W tym projekcie udało mi się tak zaaranżować wnętrze, żeby ścieżka klienta naturalnie prowadziła go przez cały sklep, płynnie kierując między regałami. Do tej pory myślę, że poza estetyką, która była bardzo mocno zakorzeniona w latach dziewięćdziesiątych, ten sklep działałby i byłby skuteczny.
Dlaczego zdecydował się Pan na projektowanie wnętrz komercyjnych, a nie np. mieszkalnych?
We wnętrzach komercyjnych nie liczy się wyłącznie inwestor i jego potrzeby, jak w przypadku wnętrz mieszkalnych. Tutaj pełni on rolę katalizatora zmian oraz łączy oczekiwania klienta, tożsamość marki oraz cechy oferowanego produktu lub usługi. Te trzy elementy muszą znaleźć odzwierciedlenie w aranżacji wnętrza – niezależnie od tego, czy mowa o punkcie sprzedaży, miejscu obsługi klienta, showroomie, butiku, kiosku czy wyspie w galerii handlowej.
To szczególnie interesujące, ponieważ dochodzą dodatkowe czynniki, takie jak psychologia zachowań konsumentów oraz strategia marketingowa, które zmieniają się w czasie. Połączenie tych aspektów z podstawowymi założeniami projektu stanowi wyzwanie, ale też daje ogromną satysfakcję, gdy koncepcja przechodzi próbę czasu. Dobre wnętrze komercyjne musi spełniać dwa kluczowe kryteria: być skuteczne i trwałe.
Jak wygląda proces realizacji projektu – od podpisania umowy z klientem do gotowego wnętrza?
1. Na początku bardzo dokładnie staramy się zapoznać z klientem, z jego produktem lub usługą, z tym, jak działa, jaką ma strategię oraz co i do kogo chce powiedzieć. Tworzymy tzw. kręgosłup funkcji.
2. Później dokładnie przyglądamy się produktowi na tle konkurencji – sprawdzamy, jakie ma cechy, czym się wyróżnia, a w czym jest słabszy. Oglądamy dokładnie lokalizację i staramy się dobrać najlepsze rozwiązania pod kątem tych przeanalizowanych elementów. Do kręgosłupa funkcji dodajemy elementy marketingowe, strategiczne i psychologiczne, czyli mięśnie.
3. Gdy mamy już kręgosłup i mięśnie, to dopiero potem ubieramy je w skórę estetyki. Estetyka ma wspierać całość, ale nie dominować. Przy mniejszych projektach najpierw prezentujemy wizualizacje, a potem próbki materiałów lub połączenia mebli.
4. Wtedy następuje realizacja. Przy większych projektach zdarza się, że robimy mock-up, czyli testowy sklep w hali fabrycznej, magazynowej lub na wynajętej powierzchni w centrum handlowym. Na bazie takiego mock-upu tzw. poligonu, testujemy rozwiązania, wyciągamy wnioski, dopracowujemy projekt i wdrażamy go.

Koncept salonów Wittchen, projekt: A+D
Jak utrzymać długofalową współpracę z klientem?
Na rynku większość klientów to jednorazowe współprace. Podczas procesu realizacji projektu architekci często mają tendencję do narzucania swojej wizji i do przekonywania inwestora, czyli klienta do swojego pomysłu.
Ja staram się zachować pokorę projektową i za każdym razem zapewniam inwestora, że jego pomysły są bardzo cenne, bo to on najlepiej zna markę. To z nich głównie czerpię, ponieważ moich pomysłów nie ma, dopóki nie rozłożę wszystkich elementów na czynniki pierwsze. Taki model współpracy pozwala zdobyć zaufanie i rzeczywiście wypracować skuteczne i ponadczasowe projekty, niezależnie od chwilowych trendów na rynku.
Współpraca długofalowa wymaga bardzo dużej wierności do inwestora i przejścia trudnego okresu zapoznawania się. Jednak po tym okresie ta współpraca jest już bardzo silna.
Z mojej perspektywy bardzo ważna jest też uczciwość, zwłaszcza w kontekście marż i prowizji, które większość architektów bierze od dostawców materiałów i usług. Ja jako jeden z niewielu architektów nigdy tego nie praktykowałem i myślę, że właśnie to zaowocowało ogromnym zaufaniem takich firm jak T-Mobile czy PZU, gdzie przez kilkanaście lat miałem przyjemność i nadal mam przyjemność pracować i projektować setki sklepów właśnie w oparciu o zaufanie.
Czy standardy, przepisy BHP i wymagania budowlane ograniczają twórczą wizję podczas projektowania wnętrz?
Wymagania formalne, czyli takie związane m.in. z wielkościami, szerokościami i właściwościami materiałów, nie są takie straszne. To znaczy, jeżeli projektujemy wnętrze dla kilku tysięcy osób, które codziennie będą to wnętrze odwiedzać to siłą rzeczy materiały powinny być zdrowe, solidne, a szerokości przejść komfortowe do użytku. Przepisy pomagają to określić.
Czasem rzeczywiście działają one zero-jedynkowo i najczęściej zdarza się to w gastronomii, gdzie np. wysokość kuchni musi mieć określone parametry, a gdy nie da się jej zachować, to kuchni nie można po prostu przenieść do piwnicy czy na zaplecze i nie można wdrożyć tego pomysłu.
Kwestie formalne i urzędowe ewoluują na przestrzeni lat, ale w skali całego projektu są to raczej niuanse. Są one potrzebne w pracy architekta i należy o nich pamiętać, ale stanowią może 5% wysiłku twórczego.

Restauracja Spacca Napoli, Świętokrzyska 30 w Warszawie, projekt: A+D
Gdzie szuka Pan inspiracji do swoich projektów?
Inspiracje czerpię głównie z trzech obszarów.
Pierwszy obszar to podróże do Ameryki, gdzie marketing jest bardzo silny, a techniki sprzedaży dość wyrafinowane.
Drugi obszar to Azja, a szczególnie Chiny, gdzie potrafią połączyć barok z czymś geometrycznym, klasyczne kształty z fantazyjnymi czy zupełnie różne materiały.
Trzeci obszar, z którego uwielbiam czerpać inspiracje, to pokazy mody, pełne detali i kształtów. Muzyka, scenografia i atmosfera tworzą tam niezapomniane przeżycia. To, co się dzieje na wybiegach, wyprzedza o rok, a nawet o dwa lata to, co pojawi się na rynku. Ale obserwowanie mody nie polega na łapaniu krótkotrwałych trendów, lecz na podpatrywaniu, jak za pomocą prostych środków budować wyjątkowy klimat, co później przekładam na wnętrza sklepów.
Z którego projektu jest Pan szczególnie dumny?
Myślę, że wyjątkowym projektem był jeden z ostatnich dla Polskiej Spółki Gazownictwa. Był to projekt miejsc, w których sprzedawane są usługi, nie towary. Jest to trudna sytuacja, bo musimy działać z czymś niematerialnym. W tym projekcie położyłem bardzo duży nacisk na takie elementy jak:
- • dotyk,
- • dźwięk,
- • temperatura,
- • kolory,
ale także na komfort, użyteczność i przyjazność tych miejsc.
O jego sukcesie świadczy to, że przeszedł próbę czasu. Ponadto zdobył nagrodę jako najlepszy koncept roku w kraju (nagroda za najlepsze Miejsce Sprzedające Usługi w Polsce 2018, przyp. red.). Myślę, że to projekt dla PSG właśnie był tym najciekawszym, a jednocześnie najbardziej wymagającym – mieliśmy do zrobienia 103 projekty w 100 dni i udało się nam.

Biuro obsługi klienta, Polska Spółka Gazownictwa, projekt: A+D
Jak widzi Pan przyszłość branży projektowania wnętrz komercyjnych?
Obecnie mówi się dużo o cyfryzacji, o zamawianiu online, odbieraniu już w realu i o showroomingu tzn. przychodzimy do sklepów jedynie oglądać produkty, ale kupujemy je już online. To jest jakiś ruch, ale 10 lat temu podobnie mówiliśmy o ekologii i o mniejszym zapotrzebowaniu na kupowanie. Wcześniej mówiliśmy tak też o QR kodach i że sklepy przejdą do lamusa, podobnie jak płyty CD. Ciężko przewidzieć, co naprawdę się wydarzy, nie spodziewam się nagłych zmian, ale myślę, że wszystko powoli będzie ewoluować.
Należy pamiętać, że handel zawsze był, jest i będzie. Aby mógł funkcjonować, potrzebuje odpowiedniej przestrzeni, więc nie ma zagrożenia dla tej branży. Rynek jest ogromny, więc znajdzie się miejsce dla każdego, kto chce działać w tym obszarze.
Chcesz projektować przestrzenie, które łączą estetykę z funkcjonalnością i budują trwałe relacje z klientami – dołącz do kursu „Projektowanie wnętrz komercyjnych”. Start już 4 marca!